wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 6

- Niall, czemu mnie dzisiaj zaprosiłeś? - Pytam, kiedy ten szuka coś w szafce i uderza głową o nią. Musiało boleć. Ledwo powstrzymuję się, by nie wybuchnąć śmiechem. Chłopak staje przede mną i pociera dłonią obolałe miejsce na głowie.
- Bo mam dzisiaj urodziny i chciałem miło spędzić ten dzień. - Mówi, a ja prawie spadam z krzesła.
- Co? Wszystkiego najlepszego! - Wstaję i przytulam się do chłopaka. - Czemu nie powiedziałeś wcześniej? Tak głupio mi teraz. - Odchodzę kawałek i opieram się o blat z założonymi rękoma.
- A co? Miałem od rana ci krzyczeć "mam urodziny?' Głupio bym mi było, wiesz? - Lekko się podśmiewam.
- Pocałowałeś mnie po kilku dniach znajomości. Gdzie tu jest logika? - Wzrusza ramionami. - No właśnie. Jakbym ci kupiła prezent obraził byś się? - Zadaję takie dziwne pytanie, ponieważ z Patric'kiem i Jes nie lubiliśmy robić sobie prezentów.
- Tak. Wystarczy, że jesteś tu. - Z powrotem zabiera się do przygotowywania dania. Głupio mi tu tak stać, więc próbuję mu pomóc, ale on odsyła mnie na moje miejsce. Z drugiej strony dziwnie się czuję jak mówi, że wystarczy, że tu jestem. Nie jestem jego dziewczyną. A może on jest jakimś psychopatą? Ostatnio oglądałam film, gdzie chłopak chciał zamordować swoją dziewczynę. Ale ty jesteś durna Delilah - karcę się w myślach - przecież Niall jest normalnym chłopakiem. Słyszę dzwonek swojego telefonu, więc wstaję i idę do "przedpokoju" by wyciągnąć go z kieszeni mojej kurtki.
- Słucham?
- Cześć Mała. - Słyszę po drugiej stronie głos swojego taty.
- Hej, co u ciebie? - Siadam na podłodze, bo nie chce mi się stać.
- Wszystko w porządku, jestem w Niemczech, będę za 2 dni w domu. Co u was? - Zaczynam się bawić sznurówką moich butów, które stoją niedaleko.
- Wszystko w porządku. Mama grzecznie pracuje, ja też a w przerwach spotykam się z kolegą.
- Tym Niall'em tak? - Robię sama do siebie wielkie oczy.
- Tak, skąd wiesz... - chwilę jest cicho. - jednak, nie mów. Pewnie mama. - Słysze śmiech po drugiej stornie słuchawki.
- Tak i powiedz mu, że jeśli coś zrobi mojej córeczce to będzie miał ze mną do czynienia.
- Dobrze. - Śmieję się.
- Muszę kończyć, kocham cię, pa.
- Ja ciebie też. - Rozłączam się i wstaję z podłogi. Dopiero teraz zauważam, że siedziałam na kafelkach a jednak strasznie mi było ciepło t tyłek - ogrzewanie podłogowe- podpowiada mi mój mózg. Czy ja właśnie zastanawiałam się dlaczego było mi ciepło w tyłek? Z takim pytaniem wchodzę do kuchni i kładę telefon na blat.
- Gdzie byłaś? - Niall wyciąga talerze z szafki.
- Telefon mój dzwonił, nie słyszałeś? - Siadam na krześle i czekam na posiłek.
- Musiałem się zamyślić. - Nakłada kurczaka i warzywa na talerze i kładzie jeden mi przed nosem.  - Mam nadzieję, że będzie smakować. - Podaje mi widelec a ja zaczynam jeść.
- Boże, to jest pyszne. Gdzie ty się tak nauczyłeś gotować? - Pytam i próbuję się ogarnąć, żeby nie pożreć tego w całości w minutę.
- Nasza gosposia mnie uczyła, jak miałem gdzieś 15 lat. Często miałem szlaban, więc musiałem coś wymyślić na nudę. - Wzrusza ramionami. Jakie to irytujące. Nic nie odpowiadam i dalej jem. Kiedy kończę chcę umyć po sobie naczynie, ale chłopak mnie wyprzedza.
- Poradzę sobie, a ty idź do salonu. - Nie sprzeczam się. Biorę telefon i siadam na wielkiej kanapie w salonie. Słyszę odkręcaną wodę w kranie. Nie mając za bardzo co robić wyciągam telefon i sprawdzam Facebook'a. Kilka powiadomień o zaczepkach, które osobiście strasznie mnie wkurzają i wiadomości. Nie zwracam na nie uwagi, bo jak się rozpiszę to nie będzie miłe wobec Niall'a. Chowam telefon do kieszeni spodni i widzę jak chłopak siada koło mnie.
- Co teraz będziemy robić? - Patrzę na zegarek, na którym widnieje godzina 3:49.
- Mówiłeś, że grasz w zespole, na czym? - Siadam po turecku, pewnie zaraz zdrętwieją mi nogi, ale nie dbam o to.
- Na gitarze. - Uśmiecham się. - Chcesz, żebym ci coś zagrał? - Energicznie potakuję głową a chłopak kieruje się, jak przypuszczam do jakiegoś pokoju po gitarę. Nie mylę się. Zaraz wychodzi z instrumentem w ręku. Siada obok mnie i zaczyna grać:

I got a heart

And I got a soul
Believe me, I will use them both

We made a start
Be it a false one, I know
Baby, I don’t want to feel alone

(
Mam serce 
I mam duszę,
Uwierz mi, będę używał ich obu.

Stworzyliśmy początek,
Był jednym z tych fałszywych, wiem.
Kochanie, nie chcę czuć się samotny.)
So kiss me where I lay down
My hands pressed to your cheeks
A long way from the playground

(
Więc, pocałuj mnie tam, gdzie się położyłem, z dłońmi przyciśniętymi do twoich policzków,
Daleko od placu zabaw.)I have loved you since we were 18
Long before we both thought the same thing
To be loved and to be in love
And all I could do is say that these arms were made for holding you, ohohoh woah
I wanna love like you made me feel
When we were 18

(
Pokochałem Cię, od kiedy byliśmy osiemnastolatkami.
Długo, zanim oboje pomyśleliśmy to samo,
Być kochanym, być zakochanym,
Wszystko, co mogę zrobić, to powiedzieć, że te ramiona Zostały stworzone do trzymania cię.
Chcę kochać, tak jak sprawiłaś, że się czułem
Gdy mieliśmy 18 lat)
We took a chance
God knows we tried
Yet all along I knew we’d be fine

(
Zaryzykowaliśmy.
Bóg wie, że próbowaliśmy.
Cały czas, wiedziałem, że będzie z nami dobrze.)
So pour me a drink, oh love
Let’s split the night wide open
And we’ll see everything we can
Living love in slow motion, motion, motion
(Więc nalej mi drinka, oh kochanie
Trzymajmy noc szeroko otwartą, a zobaczymy wszystko
Możemy żyć w miłości, w zwolnionym tempie, tempie, tempie)
So kiss me where I lay down
My hands pressed to your cheeks
A long way from the playground
(Więc, pocałuj mnie tam, gdzie się położyłem, z dłońmi przyciśniętymi do twoich policzków,
Daleko od placu zabaw)I have loved you since we were 18
Long before we both thought the same thing
To be loved and to be in love
And all I could do is say that these arms were made for holding you, ohohoh woah
And I wanna love like you made me feel
When we were 18

(
Pokochałem Cię, od kiedy byliśmy osiemnastolatkami.
Długo, zanim oboje pomyśleliśmy to samo,
Być kochanym, być zakochanym.
Wszystko, co mogę zrobić, to powiedzieć, że te ramiona zostały stworzone do trzymania cię.
Chcę kochać, tak jak sprawiłaś, że się czułem
Gdy mieliśmy 18 lat)When we were 18 (oh love)
When we were 18

(
Gdy mieliśmy 18 lat (Oh Kochanie)
Gdy mieliśmy 18 lat)
Kończy śpiewać a ja mam mega zdziwienie namalowane na twarzy. Nie spodziewałabym się, że on tak potrafi śpiewać.
- Aż tak źle było? - Pyta, kiedy ja wstaję, żeby rozprostować nogę, która mi zdrętwiała.
- Było świetnie.
- Cieszę się, jednak normalnie śpiewam z chłopakami. - Siadam z powrotem na swoje miejsce. Czuję jakby mrówki chodziły po mojej nodze.
- Mogę. - Pytam, wskazując na gitarę.
- A umiesz grać? - Posyłam mu uśmiech.
- Przekonaj się. - Łapię gitarę i to teraz ja zaczynam grać.
piosenka (wyobraź sobie, że śpiewa to dziewczyna)

Kończe grać i Niall zaczyna klaskać. Zaczynam się śmiać.
- Dzięki, dzięki. - Odkładam gitarę, opierając ją o kant kanapy.
- Nie mówiłaś, że potrafisz śpiewać i grać na gitarze. - Siada tak, że  patrzy mi prosto w oczy.
- Umiem jeszcze grać na pianinie, pisze piosenki... - Mówiąc to wyliczam na palcach, żeby dodać temu większej dramaturgi.
- Na serio? - Kiwam głową.
- Myślałam, że coś zajarzysz, kiedy powiedziałam ci o Art University, wtedy w kawiarni.
- Musiało mi wypaść z głowy. - Nieważne.  - A czy ta piosenka co ją przed chwilą śpiewałaś jest twoja?
- Tak. - Zerkam na zegarek i jest już 5. Ten czas strasznie szybko leci. - Ja będę się zbierać Niall. - Mówi i wstaję.
- Nie, zostań, proszę. - Łapie mnie za rękę i pociąga tak, że z powrotem siedzę na swoim miejscu, tylko bardziej bliżej chłopaka. - Miałem nadzieję, że chciałabyś ze mną pójść do Bungolow 6, gramy dzisiaj z chłopakami. - Przybliża się bardziej, czuję jego cudowne perfumy.
- Mam jutro pracę, muszę się przygotować, nie czas na takie szaleństwa. - Uśmiecham się z lekkim zażenowaniem.
- Proszę. - Łapie mnie za rękę. - Masz zimne dłonie. - Naprawdę mam. - Zimno ci?
- Nie. - Chwilę się zastanawiam i mówię: - Dobrze, ale nie będę tam długo siedziała. - Chłopak na te słowa całuje mnie w policzek.
- Przepraszam, zapędziłem się. - Puszczam jego rękę i wstaje.
- To było miłe. - Posyłam mu najszczerszy uśmiech jaki kiedykolwiek zrobiłam. - Kiedy idziemy? - Chłopak spogląda na swoją lewą rękę, na której ma zegarek i mówi:
- W sumie to już możemy, zaczynamy grac o 7, ale wcześniej musimy być. - Chłopak wstaje i idziemy do przedpokoju, gdzie się ubieramy.

***

- Delilah, to jest Zayn, Harry, Liam i Louis. - Niall przedstawia mi swoich przystojnych przyjaciół.
- Hej. - Mówi chłopak z kręconymi włosami i przytula mnie na powitanie. - Miła do przytulania jest. - Mówi, kiedy odwraca się do chłopaków.
- Co? - Mówię przez śmiech. - W takim razie otworze budkę z napisem "free hugs"  - Zaczynają się ze mnie śmiać.
- Nie, tylko do nas możesz. - Mówi z tego co zapamiętałam Louis. - Potakuję głową.
- My idziemy się przygotować a ty możesz usiąść tam. - Wskazuje stolik pod ścianą. - Tam zawsze siedzimy, zamów sobie coś na mój koszt. - Karcę go wzrokiem.
- Ja też mam pieniądze, zapomniałeś? Nie musisz za wszystko mi płacić. - Mówię na odchodnym. Podchodzę do baru. Przez chwilę patrze jak cała piątka rozpakowuje się na scenie.
- Co byś chciała ślicznotko? - Pyta mnie barman, gdzieś w moim wieku, może rok starszy.
- Nie jesteśmy na ty, więc nie nazywaj mnie tak. - Kładę 10 funtów na stole - sok pomarańczowy. - Dzisiaj nie piję. Jutro trzeba wstać.
- Nie bulwersuj się tak, już się robi. - Chwilę czekam na napój i biorę go od tego gogusia. - Weź sobie resztę. - Może mózg sobie kupisz - dokańczam do siebie w myślach. Idę do stolika, który pokazał mi Niall i siadam. Biorę łyk soku i patrzę co robią chłopacy. Co chwila któryś macha do mnie, więc ze śmiechem im odmachuję. Ludzie powoli zaczynają się schodzić, nic dziwnego. Za pół godziny zaczynają. Nagle zauważam znajomą twarz, która kieruje się w moją stronę.
- Delilah? - Mówi mężczyzna. Przez chwilę zastanawiam się kto to jest, ale nie zajmuje mi to dużo czasu.
- Dzień dobry panie White. - No przecież to ojciec Patric'a. Nie widziałam go trochę czasu. Zapuścił brodę.
- Co ty tu robisz dziecko? - Pyta i siada koło mnie.
- Przyszłam z kolega. - Pokazuję palcem, chociaż wiem, że to nie ładnie na Niall'a.
- A tak. Bardzo utalentowani są. Grają u mnie od 3 lat. Mają świetne piosenki.
- Wiem. - Ojciec mojego przyjaciela nic więcej nie odpowiada, bo ktoś woła go z korytarza, gdzie zapewne są pokoje właściciela.
- Przepraszam, baw się dobrze. - Patrzę jak odchodzi. Nie dziwię się matce Patric'a, że go zostawiła, nie ma czasu przez chwilę pogadać a co dopiero mieć czas dla rodziny.

***

- Cześć Londyn! - Krzyczy Zayn, kiedy wchodzą na scenę. W klubie zrobił się niezły tłok. Chce dobrze widzieć moich kolegów, więc staję z założonymi rękoma przy filarze. Zaczynają grać
piosenka 1 piosenka 2 piosenka 3 Przy 3 piosence zamykam oczy i wsłuchuję się w ich cudowne głosy.
Strasznie mi się podobają ich piosenki. Czasem widzę, że Niall patrzy na mnie i się uśmiecha. Miło mi się robi. Czuję się, jak w jakimś pieprzonym filmie. Chłopaki kończą po godzinie i wychodzimy na tyły klubu. Jest już ciemno.
- Podobało ci się - Pyta Liam.
- Bardzo - odpowiadam i opieram się o samochód Niall'a. Kiedy ja rozmawiam z Liam'em reszta chłopaków pali w znacznej odległości od nas.
- Niall mówił, że też potrafisz śpiewać i to bardzo dobrze.
- Kłamał. - Odpycham się od samochodu i stoję prosto. Nagle czuję ręce oplatające mnie w talii.
- Nie kłamałem. - Niall znowu pachnie papierosami i perfumami. Nigdy chyba nie przyzwyczaję się do tego zapachu. Wzruszam ramionami a chłopak pojawia się koło mnie. Zaraz dołącza się do nas reszta. Chwilę o czymś gadają a ja tylko słucham, bo nie mam pojęcia o czym rozmawiają. Nie jestem w temacie. Nagle drzwi od klubu otwierają się i wychodzi z nich upindlowana lalusia na szpileczkach.
- Nialluś! - Krzyczy, rzucając mu się na szyje i zaczyna całować. Kiedy to wiedzę chce mi się krzyczeć i płakać jednocześnie. Za szybko się przywiązujesz Delilah.



Jeśli przeczytałaś zostaw komentarz :)

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 5

Niall kupuje bilety i wchodzimy na teren wesołego miasteczka. Jest tu wszystko od zwykłej wspinaczki górskiej po wielki rollercoaster. Nie ma tłumu, jak to bywa zawsze, ponieważ jest prawie środek tygodnia, do tego południe. Dzieci są w szkole a dorośli w pracy, jednak są wyjątki.
- To gdzie chcesz iść najpierw? - Pyta, chowając nasze bilety do kieszeni.
- Tam. - Wskazuję na wielki diabelski młyn.
- OK.- Uśmiecha się i prowadzi mnie w stronę kolejki. Mam wrażenie, że zebrali się tu wszyscy.
Chwilę czekamy na swoją kolej i wsiadamy z jakąś parą do "wagonika". Lekko się uśmiecham do dziewczyny, która siedzi przede mną i słyszę szept Niall'a:
- Miałem malutką nadzieję, że będziemy sami. - Patrzę na niego i się śmieję. - No co? - Mam ochotę mu powiedzieć "a co? chciałeś mnie przelecieć?" ale hamuję się. Będę miła. Skąd u mnie w ogóle wziął się taki tekst?
- Nic. - Wzruszam ramionami i czuję jak jego dłoń łapie moją. Chce ją zabrać, ale on mocniej ją łapie. Przewracam oczami i czuję jak koło rusza.
Obracam głowę i widzę, że wcale nie jesteśmy daleko od Londynu. Ale chyba Niall nie chciał, żebym sprawdzała jak daleko jesteśmy, tylko żebym miło z nim spędzała czas.
 Uśmiecham się sama do siebie i czuję jak chłopak jeździ swoim kciukiem po mojej dłoni. Kiedy ukradkiem oka widzę, jak para siedząca na przeciw się całuje, czuję się dziwnie.
- Ja to bym robił delikatniej. - Mówi mój towarzysz tak, że tylko ja słyszę. Patrzę na parę. Rzeczywiście, wygląda to ohydnie, bo on chyba jej cały język wpycha do buzi.
 Robię obrzydzoną minę na co Niall wybucha śmiechem. Para odskakuje od siebie jak by się poparzyli. Mój kolega chce to skomentować, ale w porę zatykam mu buzię.
- Cicho. - Zdejmuję dłoń z jego twarzy i w tym samym momencie zatrzymujemy się. Jesteśmy już na dole.
Szybko to zleciało, nawet nie zdążyłam się nacieszyć jak pięcioletnie dziecko.
Wychodzimy i schodzimy z podestu. Chcę już iść alejką zobaczyć jakie są następne atrakcje, ale chłopak mnie zatrzymuje.
- Mogę cię przeprosić na chwilę? - Pyta a na jego twarzy widzę zażenowanie.
- Pewnie. - Siadam na krawężniku i patrzę jak odchodzi na pewną odległość. Przez chwilę zastanawiam się co robi, ale kiedy wyciąga zapalniczkę i papierosa wiem już wszystko. Z jednej strony dobrze, że odszedł, bo nie znoszę jak ktoś pali przy mnie, ale z drugiej strony jakby przy mnie to wyciągnął to bym mu powiedziała, żeby w ogóle nie palił. Tak umarła moja ciocia, z którą byłam bardzo blisko. Chodziłyśmy razem na zakupy, lody, pomagała mi w pracach domowych, gdy matki nie było w domu. Uśmiecham się sama do siebie. Kiedy tak zatapiam się w swoim świecie, wspominając jak to spędzałam z nią wolny czas czuję dłoń na swoim ramieniu.
- Idziemy? - Unoszę głowę do góry i widzę Niall'a.
- Tak. - Wstaję i chowam ręce do kieszeni. Nie robię tego specjalnie, żeby zrobić mu na złość, po prostu daję je tam. - Wiesz, że z tym można skończyć? - Nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła tematu.
- Z czym, z fajkami? - Kiwam głową, kiedy podchodzimy do stanowiska z watą cukrową. - Chciałem rzucić, ale nigdy nie miałem motywacji. - Mówi i pokazuje do sprzedawcy, że chcemy dwie.
- To ją znajdź. - Nic więcej nie mówię, tylko biorę od mężczyzny watę. Chłopak też. Siadamy na krawężniku, bo nie ma miejsca przy stolikach.
- Może się kiedyś znajdzie. - Nie odpowiadam mu tylko delektuję się słodką watą. Próbuję sobie przypomnieć kiedy ja ją ostatnio jadłam, albo gdzieś wyszłam dalej niż do pracy lub do Jes. Nagle przypomina mi się, że miał mi trochę o sobie poopowiadać.
 Mam zapłon. Całuje się z nim a nic tak naprawdę o nim nie wiem.
- Niall? Miałeś mi powiedzieć coś o sobie, jesteś mi to dłużny. - Biorę kawałek waty do buzi i czekam na to, co powie.
- Hmm.. - Wzdycha. - Aktualnie nie studiuję, mam zespół z 4 przyjaciół, zapoznam cię z nimi.- Uśmiecha się. - Gramy w klubie Bungolow 6. - Czy ojciec Patric'a nie jest właścicielem tego klubu? - Byłaś tam?
- Nie. - Mimo, że Patric'a ojciec jest właścicielem nigdy tam nie chodziliśmy. Mój przyjaciel nigdy nie chciał zobaczyć swojego ojca nawet przez przypadek.
- Nie wiesz ile tracisz. - Lekko trąca mnie ramieniem. - Mam starszego brata Greg'a. Nie widziałaś go u mnie w domu, bo mieszka ze swoją żoną. A reszty pewnie dowiesz się w swoim czasie. - To ostatnie zdanie trochę mnie zaniepokoiło. Niall wstaje i wyciąga rękę ku mnie, żebym też wstała. Tak robię, idziemy w stronę rollercoaster'a.
- Musimy tam iść? - Zatrzymuję się w połowie drogi. - A jak stamtąd wypadnę? - Zaczynam panikować.
- Przecież pięciolatki chcą wszystkiego spróbować. - Staje za mną i lekko popycha mnie do kolejki, która składa się z góra 10 osób. Mam lekkiego stracha, bo to już na filmach wygląda okropnie, ale stoję grzecznie. Wchodzimy na platformę i wszyscy siadamy. Mężczyzna, który to obsługuje zapina nam pasy i ruszamy. Nie pamiętam nic z tej "przejażdżki" oprócz tego, że strasznie krzyczałam. Ledwo schodzę z siedzenia a już ląduję na trawie, bo tak mi się kręci w głowie. Zaczynam się śmiać sama z siebie, tak że az zaczyna bolec mnie brzuch. Nad swoją głową widzę też roześmianą buzię Niall'a.
- Wstawaj Mała. - Podaje mi rękę i wstaję. - Idziemy stąd coś zjeść, OK? - Kiwam z entuzjazmem głową, bo jestem głodna. Dzisiaj nic nie jadłam, nie licząc waty. Przy samochodzie widzimy, parę z młynu. Zaczynamy się śmiać i szybko siadamy do samochodu.
- To nie było miłe. - Mówię, kiedy zapinam pasy. - Odpowiadam mi tylko cichy łaskot silnika.
- Gdzie jedziemy? - Pytam, kiedy widzę coraz więcej zabudowań.
- Do mnie. - Robię zdziwioną minę, przecież mieliśmy coś zjeść.
- Gotujesz? - Kiwa głową. Nie odzywam się, ale bez pozwolenia włączam radio. Leci aktualnie moja ulubiona piosenka . Zaczynam śpiewać nie zważając na to, że chłopak śmieje się ze mnie. Rzeczywiście zachowuję się dzisiaj jak dzieciak. Oj Delilah - śmieję się sama z siebie w duchu. Szybko dojeżdżamy do apartamentowca Niall'a. Chłopak wjeżdża do  wielkiego garażu, gdzie jest pełno samochodów. Nie dziwi mnie widok drogich samochodów. Sama mam BMW X6, ale często go nie używam. Kiedy  mogę wolę się przejść. Wychodzę z pojazdu i staję koło Niall'a.
- Co mi ugotujesz? - Mówię, trochę się drocząc.
- Mam nadzieję, że lubisz chińszczyznę. - Wciska guzik i drzwi do windy otwierają się.
- Bardzo. - Uśmiecham się na myśl o jedzeniu. Boże, co się ze mną dzieje? Stojąc w windzie słyszymy tylko strasznie drażniącą muzyczkę. Cieszę się, gdy drzwi się otwierają, za którymi widzę ochroniarza z piętra.
- Dzień dobry państwu. - Mówi na co posyłamy mu uśmiech i znikamy za drzwiami jego apartamentu. Rozbieramy się i bez słowa porozumienia kierujemy się do kuchni. Siadam na krześle i patrze co robi Niall.
Nie powiem, wygląda super biegając po kuchni. W życiu nie spodziewałabym się, że on będzie robił mi obiad.
- Niall, czemu mnie dzisiaj zaprosiłeś? - Pytam, kiedy ten szuka coś w szafce i uderza głową o nią. Musiało boleć. Ledwo powstrzymuję się od wybuchnięcia śmiechem. Chłopak staje przede mną.
- Bo mam dzisiaj urodziny i chciałem miło spędzić ten dzień. - Mówi a ja prawie spadam z krzesła.


_____________

Dziękuję bardzo za życzenia :)
Wam już życzę Szczęśliwego Nowego Roku :)
Proszę o komentarze, bo szczerze mówiąc jak się je widzi to aż gęba się cieszy xd

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 4

Wychodzę z mieszkania Niall'a i mijam szeroko uśmiechniętego ochroniarza.
- Dobranoc panno Carter.- Mówi, na co posyłam mu uśmiech i podchodzę do windy. Klikam na strzałkę w dół i zaraz drzwi się otwierają. Po niecałej minucie jestem już na dole.
Wychodzę z budynku i sprawdzam godzinę. Dopiero za 30 minut będzie ostatni autobus, jadący w moją stronę, więc chcąc skorzystać z tego, że już nie pada, siadam na ławce, którą wypatrzyłam niedaleko. Siadam i wyciągam telefon z torebki.
 Mam kilka SMSów od Jes i Patric'a. Odpisuję im i chcę już chować urządzenie, ale słyszę swój dzwonek. Na wyświetlaczu widnieje jakiś numer. Niepewnie odbieram.
- Słucham?
- To ja słucham, czemu nie jedziesz do domu tylko siedzisz na tej cholernej ławce pod budynkiem? - Słyszę głos Niall'a, który moim zdaniem jest trochę wkurzony.
- Bo mam autobus dopiero za jakieś 25 minut. Chwilę posiedzę i pójdę sobie. - Podnoszę głowę do góry i widzę w oknie na 5 piętrze. Macham mu energicznie.
- Czekaj, zaraz zejdę. - Nic już mu nie odpowiadam, bo się rozłącza. Po jakiś dwóch minutach widzę chłopaka idącego w moją stronę.
- Hej. - Mówię, jakbym nie rozmawiała z nim przed chwilą.
- Wiedziałem, że to będzie zły pomysł, chodź zawiozę cię. - Wyciąga rękę, ale ja jej nie łapię, tylko zakładam ręce na klatce piersiowej.
- Powiedziałam, że dam sobie radę. - Uśmiecham się głupio.
- Nie denerwuj mnie. - Zaśmiałam się w duchu. Ja mam go nie denerwować? Uniosłam jedną brew. - Mam cię zanieść do tego auta? - Wybucham śmiechem na jego słowa, ale szybko przekonuję się o prawdziwości jego słów. Przerzuca mnie sobie przez ramię i idzie w stronę miejsca, w którym wcześniej zostawił samochód.
- Zostaw mnie! Umiem sama chodzić! Niall! Bo się do ciebie nie odezwę już! - Uderzam go w plecy, ale on nic sobie z tego nie robi. Świetnie.
- Przynajmniej będziesz w domu. - Puszcza mnie jedną ręka i szuka czegoś w kieszeni, jak przypuszczam kluczyków. Po chwili je wyciąga i otwiera drzwi. Kładzie mnie na fotelu i zamyka drzwi.
- Właśnie załatwiłeś sobie to, że nie odezwę się do ciebie więcej. - Mówię, kiedy wsiada i odpala silnik.
- Przecież obydwoje wiemy, że i tak to nie będzie prawdą. - Uśmiecha się i łapie mnie za kolano po czym lekko szczypie i wyjeżdża z parkingu. Przez połowę drogi nie odzywam się do niego, nawet nie patrzę w jego stronę. Chciałam to dociągnąć do końca, ale zaczął mnie łaskotać, kiedy staliśmy na światłach.
- Przestań! Proszę! - Krzyczałam i dławiłam się ze śmiechu.
- To odzywaj się do mnie. - Zabrał swoje ręce i złapał kierownicę, bo zaświeciło się zielone światło.
- Proszę, mówię. - Pyszczę jak gówniara. On tylko patrzy na mnie karcąco i gasi silnik, bo jesteśmy już pod moim domem. Czuję się dziwnie. Równie dobrze mógłby zostawić mnie, żebym czekała na autobus. - Przepraszam. - Szepczę i wychodzę z auta, nie patrząc za siebie, co jest na prawdę trudne. Szukam kluczy w torebce, ale wyprzedza mnie moja mama, która otwiera mi drzwi od drugiej strony.
- Siedziałaś tu cały czas? - Pytam, ale nawet nie czekam na odpowiedz, tylko idę na górę do swojego pokoju. Rzucam torebkę na biurko i podchodzę do okna. Na ulicy nie ma już samochodu Niall'a.
Idę do łazienki i biorę szybki prysznic.
Po wyjściu nie jestem ani trochę zmęczona, więc biorąc pod uwagę to, że nie mam jutro zmiany wyciągam z szuflady zeszyt z tekstami i siadam przy biurku. Biorę długopis do ręki, ale nie potrafię napisać, żadnego słowa. Wciąż mam w głowie wydarzenia z przed niecałej godziny.
Z jednej strony jest miłym, przystojnym i inteligentnym chłopakiem (przynajmniej tak mi się wydaje). Jednak z drugiej strony zbyt szybko przywiązuję się do ludzi i co jeśli zaprzyjaźnię się z nim a później mu się znudzę? Przez takie głupie myśli trzymam się tylko dwójki przyjaciół.
Wstrząsam głową, chcąc wyrzucić dziwne myśli. Zamykam zeszyt i chowam go do szuflady, wiedząc, że nic nie wymyślę. Czasem tak po prostu jest.
Blokada. Czasem trwa jeden dzień a czasem potrafi trzymać tydzień. Gaszę światło i kładę się do łóżka, chcąc by był już następny dzień.

***

Rano budzą mnie głośne rozmowy. Dziwię się, bo mój tata ma wrócić dopiero za 2 dni. Wstaję i szybko idę umyć zęby. Po porannej toalecie zakładam pierwszą lepszą bluzę i idę na dół.
- Mamo, z kim ty tak gad... - Zacinam, bo w życiu nie spodziewałabym się tego widoku. - Co ty tu robisz? - Pytam i patrzę się na mamę.
- Twoja mama mnie wpuściła, ale że jeszcze spałaś to pogadaliśmy sobie. - Mówi, a moja mama wychodzi jak gdyby nigdy nic.
- Ale po co tu przyszedłeś, Niall?
- Bo zabieram cię dzisiaj gdzieś. - Mówi a ja prycham.
- Ciekawe gdzie? - Opieram się o framugę kuchennych drzwi.
- Zobaczysz a teraz idź się ubrać, bo takiej nigdzie cie nie wezmę. - Obraca mnie w stronę schodów i lekko popycha.
- No już idę. - Marudzę i wbiegam po schodach na górę.
Sprawdzam jaka jest pogoda. Słonko świeci, ale jest już prawie środek września, więc postanawiam ubrać czarne rurki, flanelowa koszule i czarne converse'y. Lekko maluję rzęsy tuszem i związuję włosy w kucyka. W biegu znajduję telefon w torebce i zbiegam na dół.
- Jestem już. - Staję przed drzwiami i je otwieram.
- No teraz wyglądasz jak człowiek. - Mówi chłopak i wychodzi na chodnik przed domem.
- Dzięki. - Otwiera mi drzwi i wsiadam do samochodu. - To gdzie jedziemy? - Pytam, gdy odpala silnik.
- Zobaczysz. - Odpowiada a ja ni z tego ni z owego czuję zapach jego perfum.
- A skąd wiedziałeś, że mam dzisiaj wolne? - Nasuwa mi się tysiące pytań.
- Jak ci już mówiłem mam swoje sposoby. - Mruga do mnie i zajmuje się tym co się dzieje na drodze. Przewracam oczami i wpatruję się w migający obraz za oknem.
Nie jedziemy do centrum, przeciwnie, wyjeżdżamy z miasta. Pozostaje mi tylko czekać, aż przyjedziemy na miejsce. Włączam radio, nie pytając o to czy mogę, ale lecą wiadomości, więc szybko to wyłączam.
- Daleko jeszcze? - Pytam jak mała dziewczynka.
- Zaraz będziemy, spokojnie. - Uśmiecha się szeroko i wskazuje na wielkie wesołe miasteczko.
- Czy ja mam 5 lat? - Niall parkuje i wychodzimy.
- Nie, ale dzisiaj będziemy się bawić jakbyśmy mieli po 5 lat. - Łapie mnie za rękę i prowadzi do kasy.


___________

Jeśli przeczytałaś zostaw komentarz :)

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 3

Jest popołudnie. Wchodzę do niedużej kawiarenki, w której pracuję i od razu czuję ten cudowny zapach świeżo palonej kawy.  Uśmiecham się do koleżanki, która stoi za ladą i czeka aż ją zmienię. Kieruję się na zaplecze, żeby założyć fartuch z logo firmy. Szukam telefonu w torebce, co zajmuje mi trochę czasu. Kiedy wreszcie udaje mi się znaleźć urządzenie, chowam je do kieszeni i wychodzę z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi.
- Teraz moja kolej. - Mówię do dziewczyny, która wbija cyferki na kasie.
- To ja spadam. - Na tym kończy się moja rozmowa z nią. Tak na prawdę nigdy nie rozmawiałam z nią dużo. Wiem tylko jak się nazywa i co chce studiować. To nie jest wiele. Przyklejam uśmiech na twarz i obsługuję następnego klienta w kolejce.
- Mała, czarna, bez cukru, poproszę. - Mówi miło wyglądająca kobieta.
- 3funty. - Podaje mi wyliczone pieniądze, które wrzucam do kasy i zajmuję się zamówieniem. Kiedy podchodzę do expresu do kawy widzę, że Sarah jeszcze nie wyszła z pracy.
- Co się stało? - Pytam lejąc kawę do filiżanki.
- Był tu jakiś chłopak i pytał o ciebie.
- Co to był za chłopak? - Pytam, ale ona wzrusza tylko ramionami.
- Nie wiem, dobra muszę lecieć, bo się spóźnię na autobus, pa.
- Pa. - Mówię, gdy już jest za daleko by mnie usłyszeć. Kończę lać kawę i podaję pani naczynie z napojem. Obsługuję jeszcze kilka osób i siadam na krześle, które stoi za ladą. Przez chwilę patrze na przechodniów za szklaną szybą i zauważam, że zaczyna padać. Mimo tego nikt nie ucieka. Przecież wszyscy jesteśmy tu przyzwyczajeni do takiej pogody. Wyciągam swojego Iphone'a i wystukuję SMS'a do Jes. "Czemu nie pracujesz tu razem ze mną? Co?"
 Kładę telefon na półkę i idę posprzątać ze stolików. Kiedy wracam, wiedzę, że dostałam wiadomość. "Wywalili mnie. Pamiętasz? XD" Na samom wspomnienie śmieję się. Tak, wywalili ją, bo dodała na serio nieznośnej babie soli do kawy i troszeczkę pieprzu do ciasta. Należało jej się, ale przez to Jes musiała znaleźć sobie inną pracę. A czy wspominałam, że mamy świrniętą szefową? Nie?
Nic jej nie odpisuję, tylko chowam telefon do kieszeni. Uśmiech wkrada mi się na twarz, kiedy widzę znaną mi twarz, która właśnie weszła do kawiarni i zajęła miejsce przy oknie. Od razu wiem co zamówi, więc kładę kawałek szarlotki na talerzyk i herbatę.
- Witaj Edwardzie. - Mówię i siadam naprzeciw starszego pana, po czym przysuwam jedzenie do niego.
- Witam Delilah. Dziękuję. - Posyła mi ciepły uśmiech.
- Jak się czujesz? - Edward przychodzi tu odkąd zaczęłam tu pracować. Dogadujemy się.
Opowiedział mi wiele o swoim życiu. O swojej żonie, która zaginęła 7 lat temu i do dzisiaj nie wiadomo co się z nią dzieje, o tym, że jego syn służy w armii. Opowiedział mi o swojej wnuczce, która skończyła 10 lat. Kiedyś z nią przyszedł. Śliczna, miła dziewczynka z piegami na całej buzi z rudymi włosami. Jak o niej myślę to jej zazdroszczę, ponieważ bardzo ładne są rude kobiety.
- Ból kolana mi doskwiera, ale jest znośny. - Sięga po widelczyk i zaczyna jeść ciasto, które mu przyniosłam. - A co u ciebie?
- Nic specjalnego, cały weekend odpoczywałam.
- I zapewne byłaś na zakupach. - Popija herbatę.
- Tak. - Wychylam się i sprawdzam czy nikt nie czeka, by przyjąć jego zamówienie. Na moje szczęście nikogo nie ma przy ladzie.
- Aa! Przyniosłem ci książkę. - Zagląda do reklamówki, która leży obok niego. - Proszę. - Podaje mi przedmiot.
- Nie ma za co. Jak się podobała? - Sprawdzam tytuł, bo szczerze mówiąc nie pamiętam co mu pożyczałam.
- Nie spodziewałem się takiego zakończenia. Na początku współczułem Ashley, że jej narzeczony zaginął, ale z biegiem czasu znienawidziłem ją. - Zaczęłam się śmiać. Mówił to tak jakby chłopiec z przedszkola opowiadał o nowo poznanej koleżance.
- Przepraszam - Mówię widząc kolejnego klienta. Odchodzę od Edwarda i zajmuję się zamówieniem. Kiedy kończę przy stoliku siedzi jakaś inna osoba a talerzyk i kubek starszego mężczyzny stoją 3 metry ode mnie na ladzie. Książka też. Przyzwyczaiłam się to tego, że wychodzi nic nie mówiąc.
Do końca dnia obsługuję jeszcze góra 10 klientów i zamykam kawiarnię. Pada a ja żałuję, że wcześniej wolałam się przejść. Przeklinam cicho pod nosem i nakładam kaptur, jednak kiedy się obracam wpadam na kogoś. Osoba ta łapie mnie w talii.
- Miłe powitanie, myślę, że też się z tym zgodzisz. - Podnoszę trochę materiał z głowy i widzę uśmiechniętą buzię Niall'a. Mogę poczuć cudowny zapach perfum i papierosów. Nie powiem, podoba mi się to połączenie.
- Cześć. - Uśmiecham się, ale zabieram jego ręce z bioder.
- Byłem wcześniej. - Mówi a ja mam przed oczami Sarah mówiącą, że ktoś o mnie pytał.
- Wiem, ale skąd wiesz gdzie pracuję? - Kieruję się w stronę przystanku, ale zostaję zatrzymana.
- Chodź podwiozę cię. - Idę za nim do Land Rover'a.
- To odpowiesz mi? - Pytam, kiedy otwiera mi drzwi do samochodu.
- Mam swoje sposoby. - Puszcza do mnie oczko, na co ja przewracam oczami. Siadam grzecznie na siedzeniu i zapinam pasy. Torebkę kładę na kolanach. Kiedy Niall jest w środku znowu czuje znowu ten zapach, ale teraz mocniej. Obydwoje siedzimy patrząc w przednią szybę.
- Będziemy tu tak siedzieć? - Pytam zdezorientowana.
- Będziemy, jeśli nie powiesz mi swojego adresu. - Na te słowa wzdycham i podaję mu adres, jednak on nadal nie jedzie.
- Co teraz? - Pytam, sprawdzając godzinę, ponieważ obiecałam mamie, że spędzę ten wieczór z nią.
- Obejrzymy film? - Pyta teraz on.
- No jakaś wolna chwila znajdzie się w tym tygodniu. - Odpowiadam po chwili zastanowienia. Kiedy zaczyna się śmiać nie wiem o co mu chodzi.
 - Nie chodzi mi o następne dni, raczej wolałbym teraz. - Krzywię się trochę, ale po zastanowieniu zgadzam się.

***

- Mamo, jestem! - Krzyczę od progu.
- To dobrze córeczko! - Krzyczy z kuchni. My nie ściągając butów wchodzimy do pomieszczenia, w którym jest. - To najpierw zjemy a później obejrzymy Top Model! - Mówi podekscytowana i odwraca się do nas. - O Niall, zjesz z nami?
- Nie dziękuję proszę pani, ale mam pytanie.
- Znowu. - Szepczę cicho, tylko chłopak to słyszy.
- Mogę wziąć Delilah do siebie. Chcielibyśmy obejrzeć film razem, trochę pogadać. - Mama zgadza się bez zastanowienia mówiąc tylko, że jestem już pełnoletnia.
- Coś ty jej zrobił? Inni chłopacy to musieli błagać, żeby mnie puściła. - Mówię siadając na fotel pasażera.
- Urok osobisty - Puszcza mi oczko na co wybucham śmiechem.
Do jego domu docieramy po jakiś 15 minutach. W brew pozorom nie mieszka daleko.
- Czy to jest twoje nowe mieszkanie? - Pytam, kiedy kierujemy się do windy.
- Tak, wczoraj się wprowadziłem. W sumie to był jedyny powód dlaczego do ciebie wczoraj nie zadzwoniłem. - Naciska 5 na klawiaturze i drzwi się zamykają. Stoimy w ciszy. Słychać tylko tą irytującą muzyczkę w tle. Nagle drzwi się otwierają i wychodzimy do holl'u. W recepcji siedzi kobieta i rozmawia jak zauważyłam z ochroniarzem.
- Witam panie Horan. - Mężczyzna się wita.
- Witam.
- A kim jest ta śliczna panienka? - Pyta wskazując na mnie.
- To jest Delilah Carter, moja przyjaciółka. Proszę ją wpuszczać kiedy tylko będzie chciała. - Ledwo się znamy a już przyjaciółka, fajnie. Ochroniarz daje znać, że zrozumiał a my odchodzimy. Niall otwiera drzwi i daje mi wejść pierwszej. Ściągam buty i dopiero wtedy mogę przypatrzeć mieszkaniu. Za duże jest jak na mieszkanie, raczej to apartament. Zajeżdża tu kasą. Wszystko jest perfekcyjnie dopasowane.
- Robimy popcorn? - Pyta i nie czekając na moją odpowiedz idzie jak przypuszczam do kuchni. Idę za nim. Wyciąga opakowanie z popcornem i kładzie do mikrofalówki. Siadam na stołku.
- Myślałam, że będziesz miał maszyne do prażenia popcorn'u. - Droczę się.
- Jest w planach. - Odpowiada poważnie i sięga po miskę.
- No nie no, Niall.. Serio? - Marudzę.
- Żartuję, po co mi to? - Mikrofalówka daje znać, że nasze jedzenie jest gotowe. Wyciąga paczkę i wsypuje zawartość do miski.
- Chodź. -  Wstaję za nim i idziemy do salonu. - Co oglądamy? - Pyta i włącza TV.
- Jakiś horror? - Odpowiadam pytaniem na pytanie i siadam na kanapie.
- A nie będziesz się bać? - Pyta jakby nie dowierzał.
- Nie. - Mówię dumnie.
- To oglądamy "Sinister" i zobaczymy co powiesz. - Na jego buzi widnieje wredny uśmieszek, ale ja tylko wzruszam ramionami. Włącza film i siada koło mnie.

***

- Dobra weź to wyłącz. - Zasłaniam rękoma twarz.
- Jesteś pewna? - Śmieje się.
- Tak! Niall, proszę!
- No OK - wstaje i wyłącza.
- Dziękuję. Która godzina? - Pytam sama siebie i patrzę na zegar wiszący na ścianie. Dochodzi 23. - Późno już, złapię taksówkę.
- Nie, zawiozę cię. - Chłopak wstaje za mną i łapie kurtkę.
- Nie, dzięki. - Ubieram się, ale on nie daje za wygraną. - Dam sobie radę. Jestem już duża. - Uśmiecham się kiedy odwiesza kurtkę.  Czuję cały czas jego wzrok na sobie, kiedy jestem już ubrana.
- Czemu się tak na mnie patrzysz?
- Bo jesteś piękna a ja lubię patrzeć na piękne rzeczy. - Pochyla się i składa delikatny pocałunek na moich ustach po czym wychodzę z palącymi policzkami.



______________________

Przepraszam bardzo, że tak długo nie było rozdziału.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdział 2

Rano budzi mnie głośny śmiech mojej mamy. Nie wiedząc co się z nią dzieje, szybko wstaję z łóżka na proste nogi i wybiegam z pokoju. Kieruję się do jej sypialni, ale jej tam nie ma. Zamykam drzwi i słyszę jakieś głosy na dole schodów. Idę tam. Widzę moją mamę z tatą, który najwidoczniej właśnie wrócił z pracy.
- Czy nie mogłaś trochę ciszej? Przywitałabym się jakbym wstała. - Podchodzę do ojca i go przytulam.
- Cześć Mała. - Posyła mi uśmiech i udaje się z mamą do kuchni. Od kiedy tylko pamiętam mówi na mnie "Mała". Mogę mu mówić, żeby tak mnie nie nazywał, ale i tak wygrywa. Z dobrym humorem wracam do swojego pokoju. Wybieram ubrania na dzisiaj i jak zwykle nie mam co ubrać. No, bo przecież jestem zwykłą dziewczyną. Stoję przed szafą dobre 15 minut i wyciągam czarne rurki i zieloną, flanelową koszulę. Z tym zestawem udaję się do łazienki, gdzie odbywam poranną toaletę i ubieram się. Nakładam lekki makijaż. Wychodzę z pomieszczenia i rzucam się na łóżko. Przypomina mi się wczorajsze spotkanie z Niall'em. Uśmiecham się sama do siebie. Coś ciągnie mnie do tego, żeby sprawdziła mój telefon. Niestety, oprócz godziny nie widnieje tam żadne powiadomienie.Myślę, co dzisiaj robić. W końcu jest niedziela, czeka mnie całe następne 5 dni pracy. Upewniając się, że jest odpowiednia godzina tj. 10.38 dzwonię do swojej przyjaciółki. Odbiera po kilku sygnałach.
- No czego mnie budzisz?! - Słyszę niezadowolony głos Jes.
- Przecież jest już prawie 11. - Zaczynam się śmiać. - Idziemy dzisiaj na zakupy. Co ty na to? - Pytam i w tym czasie daję ją na głośnik. Wstaję i biorę z toaletki mój ulubiony, czarny lakier.
- No dobrze, ale daj mi trochę czasu. - Słyszę jak mruczy coś pod nosem i dokańcza - Będę u ciebie za godzinę, pa Kochana. - Rozłącza się a ja właśnie zaczynam malować paznokcie. Jak zwykle lewa ręka wyszła cudownie, druga nieco gorzej. Po upływie czasu schodzę z butami w ręku do przedpokoju. Kładę obuwie na podłogę i idę do kuchni. Trzeba coś zjeść. Wybieram jogurt i siadam przy stole. Nie ma tu śladu po rodzicach, nawet ich nie słychać. Nie bardzo mnie obchodzi co robią, bo są dorośli. Borę jakąś gazetę, bo przyciąga mnie nagłówek na pierwszej stronie "TU RODZĄ SIĘ TALENTY" a pod tym zdjęcie jakiegoś klubu. Nie znam go, nigdy tam nie byłam. Dokańczam jogurt i wyrzucam opakowanie.
Idę do przedpokoju, zakładam buty i krzyczę:
- Wychodzę z Jes! - Słyszę ciche "OK". Czyli są w domu. W tej samej chwili rozlega się pukanie do drzwi. Otwieram i nie stoi tam nikt inny jak Jessie. Biorę kluczyki do mojego samochodu i wychodzimy.
- Czemu się wczoraj rozłączyłaś? - Słysze, kiedy zapinam pasy.
- Bo Niall... - Nie daje mi dokończyć, bo zaczyna piszczeć.
- Ooo, moja Del wyrwała chłopaka. - Pstryka mnie w nos na co ja trącam jej rękę.
- Nie wyrwałam. Poznałam go na tym bankiecie. Fajnie się z nim gadało, ale to tylko znajomy. - Kieruję się w stronę miasta. Oczywiście nie byłby to Londyn, gdyby nie korki. Stukam lekko palcami o kierownice.
- Taaak, ja już widzę, że to tylko znajomy. - Śmiesznie rusza brwiami na co staram się nie zacząć śmiać. - No serio. -  Robię pytającą minę. - Denerwujesz się, bo mówię, że wyrwałaś. Ostatni raz się tak zachowywałaś jak Nick z siłowni chciał cię zabrać do kina. - Świeci się zielone światło, więc ruszam. - no odpowiedz coś.
- To było dawno.
- Ale jednak. - Poprawia się by widzieć bardziej moją twarz. Robi to zwykle, kiedy chce wyciągnąć jakieś informacje. Zawsze pozna kiedy kłamię. - To opowiedz mi o nim. - Znowu stajemy w korku. To będzie długa trasa- mówię do siebie w myślach.
- Co chcesz wiedzieć?
- Wszystko. - To jest jej standardowa odpowiedz. - Opowiadam jej wszystko czego dowiedziałam się wczoraj o nim i o tym jak się zachowywał, nawet o tym, że pali papierosy.
- Papierosy to zły nałóg, ale jak już będziesz nim z nim chodzić to rzuci dla ciebie. - Nie jestem zdziwiona, kiedy słyszę te słowa. Wręcz przeciwnie, zachowuje spokój i jedyne co robię pokazuję przyjaciółce, żeby puknęła się w czoło i parkuję pod galerią.
- Wyłaź, Świrze. - Wychodzimy z auta i szybkim krokiem udajemy się do centrum.
 Jes, jak zwykle najpierw ciągnie mnie do H&M. Tam oddzielnie buszujemy między półkami. Znajduję jakieś jeansy i duży sweter, w sam raz na zbliżającą się jesień. Spotykamy się koło przymierzalni. Wybucham śmiechem, kiedy widzę Jessie'kę. Jest cała obładowana ciuchami.
- Mamy jeszcze całą galerię do obejścia a ty już pół sklepu wykupujesz? - Mówię, podając kobiecie przy kabinach ilość ubrań, które przymierzam.
- Cicho bądź, kieszonkowe dostałam. - Wystawia język i chowa się za zasłoną. Ja robię to samo co ona. Przymierzam ubrania, pasują jak ulał. Ubieram się w swoje ciuchy i kieruję się do kasy.
£21.99 proszę- Mówi kasjerka, na co podaję jej kartę i wpisuję kod. - Dziękuję, zapraszamy ponownie. - Uśmiecham się do kobiety, wychodzę na zewnątrz sklepu i siadam na ławce, by poczekać na przyjaciółkę. Trochę jej to zajmie -śmieję się w myślach i wyciągam telefon z kieszeni. Sprawdzając powiadomienia mam nadzieję, że dostałam chociaż SMSa od Niall'a. Prawdę mówiąc fajnie się mi z nim gadało. Jednak się przeliczam.
 Wchodzę jeszcze szybko na Instagram'a i oglądam zdjęcia. Szybko mi się to nudzi i chowam telefon.
- Idziemy? - Widzę moją przyjaciółkę z 2 torbami i kiwam głową. Chodzimy po sklepach jeszcze z dobre 3 godziny. To jest zadziwiające jak kobiety tyle mogą chodzić między półkami w poszukiwaniu czegoś co im się spodoba. Wracam do domu około godziny 17. Jestem zadowolona z moich zakupów.
 W kuchni czeka na mnie kartka z wiadomością od mamy "Pojechaliśmy do babci. Obiad masz w piekarniku" Znowu sama. Idę do łazienki i wrzucam nowe rzeczy do pralki, którą włączam. Chcę, żeby moje ubrania pachniały fiołkami a nie fabryką.
 Kieruję się do swojego pokoju i włączam laptopa. Po chwili zastanowienia puszczam sobie kolejny odcinek "Pamiętniki wampirów" i kładę się na łóżku. Sama nie wiem, kiedy zasypiam.
Budzi mnie mama mówiąca, żebym wstała, bo jest 21 a ja jestem nie wykąpana. Cóż za troska. Wyłączam laptopa, biorę majtki i koszulkę, i idę do łazienki.
Zmywam makijaż i napuszczam ciepłą wodę do wanny. Ciepła kąpiel  dobrze mi robi. Grzeje wiecznie zimne stopy. Po jakiś 30 minutach leniuchowania wychodzę z wanny i się ubieram w "piżamę".
 Gaszę światło i kładę się do łóżka. To będzie długi tydzień.

niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 1

- Delilah, zostaw tą gitarę i ubieraj się. Masz 10 minut.- Mówi moja mama i wychodzi trzaskając drzwiami. Przewracam teatralnie oczami, ponieważ za żadne skarby nie chcę tam iść, ale obiecałam jej. Leniwie wstaję z łóżka i odstawiam instrument na miejsce. Otwieram szafę i wyciągam z niej wcześniej przyszykowaną na tą okazję sukienkę. Szybko ją ubieram i wychodzę z pokoju. Mam właśnie teraz ochotę na to, by uciec do pokoju i się w nim zamknąć na klucz, ale nie robię tego. Zachowuj się, masz 19 lat-myślę. Grzecznie idę na dół, gdzie widzę moją mamę.
- No widzisz jak ślicznie wyglądasz. - Mówi a ja uśmiecham się do niej sztucznie. Ubieram baleriny, ponieważ nie lubię chodzić w szpilkach.
- Idziemy? Chcę, żeby już się to skończyło. - Pytam, na co z entuzjazmem kiwa głową. Może ona będzie się świetnie bawić, ale ja nie.
- Przestań, to tylko kolacja z moją znajomą z pracy. - Mówi to, zamykając drzwi do domu i idziemy do auta. Ja bym była za przejściem się. Po pierwsze to są ostatnie ciepłe dni w tym roku, a po drugie byśmy się jeszcze bardziej spóźniły. Ciekawe kto tam będzie, mam nadzieję, że tak jak ostatnim razem nie będę musiała niańczyć czterolatki. Z rozmyśleń wyrywa mnie głos mamy:
- No jesteśmy już. Nie myśl, że tu zostaniesz. - Posyła mi wielki uśmiech i wychodzimy z samochodu. Próbuję się uśmiechnąć na myśl wejścia i nawet mi się to udaje. Pukamy do drzwi i po kilku chwilach stoi w nich wysoka blondynka, krzycząca na nasz widok. I się zacznie-myślę.
- Ann! Kochana, przyszłaś! O! I jest Delilah! - No tak jestem, ale chce już sobie iść.
- Obiecałam Patty - mówi moja mama. Dobrze, że nie zaczęła mówić o mnie i jaka to jestem uparta.
- Dzień dobry - mówię i wchodzę za kobietami do salonu. W tej chwili mam ochotę udusić moją matkę. Tu jest pełno ludzi. Wszyscy super wystrojeni, żadnych małych dzieci tylko ja. Super. Swoją drogą to pomieszczenie jest cudowne. Też chciałabym, żeby nasz salon tak wyglądał. Wszystko jest utrzymane w odcieniach bieli i beżu. Jest jasno, przestronnie. Urzeka mnie wielki, biały puszysty dywan na środku. Mojemu podziwianiu przeszkadza Patty, podając mi lampkę szampana.
- Proszę - Kobieta uśmiecha się i znika w tłumie. No i co teraz?-pytam sama siebie. Ukradkiem oka widzę wolne krzesło z dala od tego tłumu i chcę jak najszybciej tam dotrzeć. Czuję się jakoś dziwnie bezpiecznie, kiedy tam siedzę. Przyglądam się ludziom, którzy śmieją się, rozmawiają i popijają szampana. Oh, jak ja bym chciała, żeby była tutaj ze mną Jessie-mówię do siebie i za jednym razem wypijam całą zawartość lampki.
- Szampanem trzeba się delektować a nie pić jak piwo. - Słyszę głos obok i automatycznie moja głowa się obraca do źródła dźwięku. Widzę chłopaka, który tak samo jak ja, trzyma już pustą lampkę.
- Mogę zgadywać, że zrobiłeś to samo co ja. - Mówię i wskazuję szklankę.
- Dobra jesteś. Jestem Niall - Chłopak wyciąga rękę, by się przywitać, więc robię to samo. Bądź miła to się zaraz odczepi-myślę, jednak on przysuwa inne krzesło i siada obok mnie. Niech to szlag. - To powiesz mi jak masz na imię? - Patrze na niego jakby był kosmitą, chociaż nie wygląda na takiego. Prawdę mówiąc jest przystojny. Nie wiem czy to zasługa garnituru, w który jest ubrany, czy zawsze tak wygląda.
- Delilah. - Uśmiecham się. Może nie będzie źle. Przynajmniej jest z kim pogadać.
- Ładnie. - Mówi a ja wstaję. - Gdzie idziesz?
- Na dwór, tu jest za gorąco. Jak chcesz to chodź ze mną. - Nic nie odpowiada tylko wstaje i idzie za mną.Odkładam lampkę na jakiś blat. Wychodzimy do ogrodu, gdzie jest już mniej ludzi. Idę na przód, nie zwracając uwagi na to czy nowo poznany kolega idzie za mną. Hipnotyzuje mnie ten przepięknie wyglądający ogród. Jestem ciekawa kto tu mieszka. Żeby mieć taki dom w centrum Londynu trzeba być dobrze ustawionym. Siadam na jednej z ławeczek i w tej chwili dowiaduję się, że Niall nadal jest ze mną.
- Pięknie tu - Mówię, ale on się tylko uśmiecha.- Ile to będzie trwało? - Pytam, mając nadzieję, że będzie wiedział.
- Co? To spotkanie? - Nie, istnienie świata.
- Tak.
- Ostatnio jak się wszyscy spotkali to o 5 rano ich jeszcze słyszałem. - Mówi, a ja tracę nadzieję. - A co? Nie chcesz tu być? - Pyta.
- Trafiłeś w dziesiątkę. Moja mama poprosiła mnie, żebym przyszła z nią, bo mój ojciec jest w podróży. Więc jestem. A ty? Czemu tu przyszedłeś? - Pytam, a on na te słowa wybucha śmiechem.- No co? Powiedziałam coś śmiesznego? - Uspokaja się i mówi:
- W sumie to ja tu nie przychodziłem, ja tu mieszkam. - Słucham co mówi i robię wielkie oczy. - I fajnie, że podoba ci się ogród. To duma mojej mamy. - Powoli dochodzą do mnie słowa, które wypowiada.
- Czyli Patty to twoja mama? I ty mieszkasz w takim zajebistym domu? - Nie dowierzam.
- Tak, to moja mama i mieszkam tu, ale już niedługo się wyprowadzam. - Widzę, że jest dumny z siebie. - I nie gadaj, że ty nie mieszkasz w takim, wiem, że  twoja mama jest prezesem w SICO.
- Może i jest, ale żyjemy normalnie. - Patrzy na mnie, marszcząc czoło.
- Tak, tak. Widziałem jakim samochodem przyjechałyście. - Śmieje się.
- Ale to wyjątek. - Wystawiam mu język i wstaję. Chcę rozejrzeć się po tym wielkim ogrodzie, co nie jest łatwe, bo Niall cały czas się na mnie patrzy. Nie mam nic przeciwko, ale peszy mnie to. Po przejściu w ciszy całego podwórka wchodzimy do domu. Do naszych uszu dostają się śmiechy, rozmowy i cicha muzyka.
- Pomóż mi znaleźć moją mamę. - Proszę mojego towarzysza. Obydwoje się rozglądamy, ale ja jej nigdzie nie widzę.
- Tam jest. - Wskazuje palcem. Co? Pięć razy patrzyłam w tamtą stronę.
- Dzięki. - Podchodzę do niej i proszę, by dała mi kluczyki do samochodu, bo chcę wziąć telefon. Podaje mi bez problemu i zaczyna znowu rozmawiać ze znajomymi. Pewnie, jakbym pojechała do domu nie zauważyłaby, ale i tak ja bym miała później opieprz. Na to prycham pod nosem i wychodzę głównym drzwiami. Kieruję się do miejsca, gdzie zaparkowałyśmy, otwieram drzwi i słyszę znany mi głos.
- Jedziesz już? - Odwracam się i widzę Niall'a z papierosem w dłoni.
- Nie, przyszłam po telefon. - Wymachuję mu urządzeniem przed nosem. Czuję wibracje, więc sprawdzam co się dzieje. Przyszło mi powiadomienie, że mam 7 nieodebranych połączeń od Jessie. - Przepraszam na chwilę. - Odchodzę na bezpieczną odległość i oddzwaniam do przyjaciółki.
- Halo? - Odzywa się głos Jes.
- No dzwoniłaś aż 7 razy. Coś się stało?
- Nie, po prostu dzwoniłam, bo myślałam, że wpadniesz i obejrzymy film.
- Chciałabym, ale jestem na bankiecie z mamą.
- To szkoda... - Nie słyszę więcej co mówił, bo Niall  stuka mnie w ramię a ja się głupia rozłączam.
- Co? - Mówię trochę zdenerwowana i chowam telefon do schowka, po czym zamykam samochód.
- Wołają nas, bo dają jedzenie. - Mówi speszony. Mruczę coś nie zrozumiałego nawet dla mnie pod nosem i idę za nim. Czuję od niego zapach papierosów.
- Czemu się zabijasz? - Mówię, nawet nie myśląc.
- Co? - Odwraca się zdziwiony.
- Mam na myśli to, czemu palisz? - Jego twarz trochę pojaśniała.
- To mnie rozluźnia. - Po tych słowach wchodzi do domu, nie dając dokończyć mi tego co zaczęłam.
Idę za nim. Mówił prawdę. Wszyscy siedzą i spokojnie jedzą posiłek. Stół jest cały zastawiony. Widzę dwa wolne miejsca, w którym jedno jest przeznaczone dla Niall'a. Siadam obok niego i zastanawiam się co zjeść.Wybieram pysznie wyglądające ciasto, na co odzywa się moja matka:
- Delilah, weź sobie coś ciepłego, Kochanie.- Na złość jej wbijam w kawałek ciasta widelczyk i jem. Mam nadzieję, że nie zrobi awantury o to, bo mimo, że ją kocham to ją uduszę. Czuję a sobie wzrok chłopaka, ale kiedy patrzę na niego on się tylko zaczyna śmiać i sam bierze ciasto. Po tym, jak kończę jakaś pani zabiera ode mnie brudny talerzyk i zastępuje go czystym.
- Dziękuje - Cicho mówię.
- Pani Carter - Odzywa się mój sąsiad do mojej matki, na co w całym pomieszczeniu staje się cicho. Dziwi mnie to, ale przynajmniej będę dobrze słyszeć co ten palant wymyślił.- Późno nie jest jeszcze, czy mógłbym Delilah zabrać do miasta? - Opada mi szczęka na te słowa. Powinien mnie się zapytać, a nie jej czy chcę.
- Oczywiście, tylko wróćcie cali. - Posłała mu szeroki uśmiech i wzięła łyk jak podejrzewam kawy.
- To idziemy. - Mów Niall, na co ja nie patrząc na niego mówię:
- Co jeśli nie chcę iść? - Zakłam ręce na piersi.
- Nie rób scen, chodź pójdziemy na kawę - Mówi mi do ucha, na co przechodzą mnie dreszcze. Kiwam głową i wstaję.
- Widziałem, że się zgodzisz - Teraz to on wystawia mi język.
- Ale tylko kawa i wracamy - Wychodzimy z domu i kierujemy się do wielkiej bramy. Idziemy w ciszy. Prawdę mówiąc to nie wiem co mam mówić, o co pytać. Lecz on wie.
- Ile masz tak w ogóle lat? - Pyta.
- 19, a ty? - Otwiera mi drzwi a ja wchodzę do kawiarni. Co za dżentelmen.
- 21. - Siadamy przy stoliku, stojącym przy oknie. Po chwili przychodzi do nas drobniutka kelnereczka z pytaniem co zamawiamy.
- Cappuccino orzechowe z bitą śmietaną. - Jak szaleć to szaleć.
- Ja poproszę białą kawę. - Mówi Niall, po czym dziewczyna znika.
- Coś mało wykwintna ta twoja kawa. - Poprawiam nerwowo sukienkę, jakbym była na głupiej randce.
- Czasem rzeczy proste są najlepsze. - Pojawia się kelnerka z naszym zamówieniem i odeszła.- Powiedz mi coś o sobie. - Upija łyk kawy, ja tak samo.
- Co chciałbyś wiedzieć?
- Wszystko. - Uśmiecha się szeroko.
- To trochę by potrwało.
- Mam czas.
- Więc tak.. hm.. - Przez chwilę zastanawiam się co mu powiedzieć. - W tym roku zdałam maturę, pracuję w kawiarence na przedmieściach. Pracuję tam głównie po to, żeby zapracować sobie na studia, pewnie teraz przyszło ci do głowy, czemu jak rodzice mają forse? Po to, bo chce sama zapracować na siebie. Chcę studiować na Art University. Wiem, ambitnie. Nie mam rodzeństwa, za to mam najlepszych przyjaciół pod słońcem. - Kończąc swoją przemowę i wypijam do końca kawę. - Teraz ty. - Posyłam uśmiech.
- Bardzo bym chciał, ale w czasie twojego opowiadania moja mama wysłała mi SMSa, żebyśmy wracali, bo twoja mama chce już jechać do domu. - No super. Kiedy ja  się świetnie bawię ona chce wracać. Czasem mam wrażenie, że robi to specjalnie. Chłopak wyciąga pieniądze za nasze kawy i kładzie na stoliku.
- No OK. - Słabo się uśmiecham i opuszczamy kawiarnie. Szybko docieramy do jego domu. Na podwórku stoi moja mama z Patty i rozmawiają.
- To jak one jeszcze gadają daj mi swój numer. - Mówi Niall podając telefon, a ja wystukuję rządek cyferek na klawiaturze. - Dzięki. - Moja mama krzyczy, że jedziemy. Podchodzimy do niej i od razu widać, że coś piła.
- Poprowadzę mamo. - Zabieram jej kluczyki i odwracam się do chłopaka. - To cześć - Mówię na co on całuje mnie w policzek. Uśmiecham się, bo to miłe z jego strony.
- Do zobaczenia. - Obchodzę samochód i siadam za kierownicą. Macham jeszcze Patty i jej synowi i odpalam silnik.
- Podoba ci się ten chłopak, co Del? - Odzywa się moja mama, na co odpowiadam stanowczym:
- Fajny jest, tylko tyle. - I włączam głośno radio, tak by jej nie słyszeć.




Jeśli przeczytałaś zostaw komentarz, to bardzo motywuje :) 

PROLOG

" - Boję się. Boję się tego, że kiedyś się obudzę i nie będzie cię obok. - Mówię do niego a po policzku lecą mi pierwsze łzy. Jest zły. Widzę to po jego oczach.
- Ale to jest moje życie, jestem dorosły! - nie krzyczy, ale mówi podniesionym tonem. Teraz to się boję jego i stawiam kilka kroków do tyłu. Czuję za sobą blat kuchenny. Nie mam już żadnej drogi ucieczki.
- Szkoda, że tylko w dowodzie, bo zachowujesz się jak gówniarz. Myślisz, że chcę cię kiedyś znaleźć na ulicy pobitego albo nieżyjącego?  Myślisz, że chcę aby do mojego domu przyjechała policja a pierwszymi słowami funkcjonariusza będą "mamy złą wiadomość, pani kolega..." Czemu ty potrafisz wszystko w pięć minut spieprzyć?! Co?! - Staram się nie dać znać po sobie, że się boję. Zachowuj się normalnie-mówię do siebie w myślach. Podchodzi do mnie i łapie za nadgarstki. - To boli. - Mówię cicho, jednak jego uścisk nie łagodnieje. Jestem pewna, że zostaną siniaki. Analizuje uważnie moją twarz.
- A myślisz, że mnie nie boli to, że tak do mnie mówisz? - Puszcza moją rękę i mam wrażenie, że zaraz mnie uderzy, ale on tylko ściera moje łzy z policzków. Obserwuję każdy jego ruch. - Nie bój się. - Najwidoczniej zauważa mój lęk.
- Jak mam się ciebie nie bać? Ty nie jesteś już tą samą osobą, którą byłeś kiedy cię poznałam. - Nic nie odpowiada, tylko wychodzi z pomieszczenia. Zostaję sama i analizuję wszystko to co działo się przed chwilą i nie tylko. Mam już dosyć tych kłótni. Słyszę jak rzuca o ścianę jakimiś przedmiotami. Szkoda, że ja tak nie mogę się wyżyć. Nie zwracając uwagi na niego, tak samo jak on na mnie ubieram się i wychodzę z jego mieszkania. Na dworze jest zimno, pada śnieg a ja mam  kawałek do domu. W tym momencie żałuje, że mój samochód stoi w garażu. Naciągam jeszcze bardziej na głowę czapkę i ostatni raz patrzę na wejście do budynku. Nikogo tam nie ma, chociaż mam nadzieję, że zobaczę tam jego. Niestety. Mam już zakładać słuchawki na uszy kiedy słyszę:
-Delilah, stój!"







Jeśli przeczytałaś proszę o komentarz, to bardzo motywuje :)