poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 8

"Po co, myślałam, że wszystko już sobie wytłumaczyliśmy". - Odpisuję i wrzucam telefon do torebki. Nie mam ochoty psuć sobie dnia. Odpalam silnik i wyjeżdżam z parkingu. Moja mama już pojechała. Po kilku minutach stoję w korku, bo przecież bez tego nie da się przeżyć dnia.
Włączam radio i podśpiewuję sobie pod nosem. Znaczy przez chwilę pod nosem, później to się drę. Trzeba jakoś zabić nudę.
 Kobieta, stojąca na sąsiednim pasie dziwnie się na mnie patrzy, ale tylko macham do niej i jadę dalej, bo świeci się zielone światło.
 Czyli jednak można zapomnieć o Bożym świecie.
 Po drodze postanawiam, że pójdę do Jess i pójdziemy do kina. Tak, to jest dobry pomysł.
Wjeżdżam do garażu jakoś 20 minut później i idę korytarzem do domu
Samochodu mojej mamy nie było w garażu, więc nie drę się na cały dom, że już jestem.
Ściągam buty, które zostawiam centralnie przed schodami i idę do pokoju.
Kiedy otwieram drzwi o mało nie dostaję zawału.
- Co ty tu do cholery robisz?!- Krzyczę rzucając torebkę w kąt.
- Nie odpisałaś na SMS. - Mówi spokojnie, jakby to nie było nic, że włamał mi się do pokoju.
- Zadzwonię po policję jeśli stąd nie wyjdziesz. - Wskazuję na drzwi. - Nie żartuję, Niall.
- Daj spokój, wiem, że tego nie zrobisz.Okien się nie powinno zostawiać otwartych, kiedy nikogo nie ma w domu. - Zaczynam się śmiać z jego głupoty. Doprowadza mnie do szału.  Mogłam nie iść na te pieprzone przyjęcie. - Daj mi wytłumaczyć, dobrze? - Wstaje i łapie mnie za rękę. Szybko ją odtrącam.
- Mów, ale szybko, mam plany.
- Tak? - Podnosi brew z niedowierzaniem.
- Nie interesuj się i mów. - Chłopak siada na łóżku a ja robię to samo. Kiedy zaczyna mówić patrzę na zdjęcia za nim a nie tak jak by przystało w jego oczy.
- Ta dziewczyna ubzdurała sobie, że ja ją kocham. Można powiedzieć, że prześladuje mnie od czasu, gdy... - Tu się zacina, a ja patrze mu w oczy. Opieram się o ścianę i podciągam kolana do brody.
- Od czasu gdy? - Próbuję być twarda, ale mój głos drży. Z jednej strony głos w głowie mi mówi "ogarnij się Delilah, pogada  i pójdzie sobie", ale z drugiej strony mówi "lubisz go, nie spieprz tego, każdy popełnia błędy". Jakbym miała na jednym ramieniu diabełka a na drugim aniołka.
- Od kiedy ją przeleciałem. - Po moim policzku bez żadnych zahamowań płynie łza. Miałaś być twarda, nie pamiętasz? Tylko, szkoda, że to zabolało, ale przynajmniej wiem z kim mam do czynienia.
- A wiesz co jest najśmieszniejsze? Że ostatnio moja mama powiedziała, że Patty cudownie cię wychowała. Śmieszne, nie? - Wbijam wzrok w narzutę na łóżko. - A mnie kiedy miałeś zamiar przelecieć? Kiedy wrócimy z klubu? - Chłopak siada na przeciwko mnie, próbuje mnie dotknąć, ale cofa rękę.
- Nie. - Tu następuje chwila ciszy a ja nadal wpatruje się w to samo miejsce. - Najpierw sprawiłbym, że nie będziesz mogła wytrzymać beze mnie minuty, że się we mnie zakochasz, a później, gdy będziesz gotowa
kochał się z tobą, jak robią to w tych wszystkich  filmach o miłości.
 Będę przy tobie zawsze, nawet gdy będziesz miała mnie dość. Tylko mi wybacz i daj szanse a pokaże ci, że nie postąpiłaś źle.
- Nie wierzę ci. - Mówię cicho.
- Co? - Podnoszę wzrok i napotykam jego niebieskie oczy.
- Nie wierzę ci. - Powtarzam to zdecydowanie.
- To uwierz, bo jeszcze nigdy nie zależało mi na nikim, tak jak na tobie.  - Ściera następną łzę z mojego policzka. Z jednej strony to miłe, ale z drugiej strony nie oszukujmy się, pieprzył się pewnie z połową dziewczyn w Londynie. - Nie mówię, że od razu masz być moją dziewczyną, bo na to za wcześnie, ale chociaż daj mi szanse, proszę. - Głaszcze mnie lekko po policzku.
- A jest jeszcze o czym powinnam wiedzieć? Nie wiem. Należysz do jakiegoś gangu? Masz problemy z prawem? Ćpasz? Masz problem z alkoholem? - Pytam, bo chcę wiedzieć na czym stoję.
- Okradam staruszki na ulicy. - Mówi całkiem poważnie, ale zaraz zaczyna się śmiać, a ja razem z nim.
- Pytałam poważnie. - Lekko biję go w ramie.
- Nie, nic z tych rzeczy. To jak będzie? Wybaczysz mi? - Kiwam głową na zgodę. Jesteś zbyt łatwa Delilah. Niall nachyla się do mnie, ale drzwi się otwierają i rezygnuje. Zza drzwi wyłania się moja przyjaciółka Jess.
- Ooo Del, twoja mama mówiła, że jesteś sama. - Dziewczyna robi zażenowaną minę.
- A tam, wchodź. - Wstaję, by się przywitać, Niall też. Przytulam przyjaciółkę i odwracam się do chłopaka.
- Niall to jest moja przyjaciółka Jess, Jess to Niall mój... kolega. - Podają sobie ręce i siadamy na łóżko z Jess. Chłopak siada na krześle koło biurka.
- Delilah mówiła o tobie. - Zaczynam się śmiać, ciekawa jestem co teraz wymyśli, więc pozwalam jej mówić dalej.
- Tak?
- Tak, mówiła, że jesteś przystojny i, że bardzo jej się podobasz i, że... Ale tego nie mogę powiedzieć, bo mnie udusi.
- Ale bredzisz. - Wtrącam. - Nic takiego ci nie mówiłam. - Śmieje się.
- Niall, nie słuchaj jej ona zawsze gada głupoty.
- To zauważyłem. - Auć. - I co jeszcze mówiła?  - Przyjaciółka patrzy na mnie a ja na nią. Wzruszam ramionami.
- Powiem ci na ucho. - Podchodzi do Niall'a i coś mu szepcze.
- O dziękuje, Delilah. - Chłopak po swoich słowach zaczyna się śmiać. Przewracam oczami. Jess wraca na miejsce a Horan sprawdza godzinę na zegarku.
- Ja już muszę iść. - Wstaje i wychodzi. Idę za nim, zamykając drzwi do mojego pokoju.
- Czekaj chwilę. - Łapię go za rękę i przyciągam do siebie. Odważnie Delilah. - Przepraszam. - Nie zastanawiając się całuję go. Nie chcę się więcej na niego złościć. Jednak wiem, że namiesza mi w życiu.
- Takie przeprosiny mogę przyjąć. - Biję go lekko w ramię i patrzę jak schodzi po schodach. Słyszę głos mojej mamy. Nic dziwnego, jest zaskoczona, że on tu był. Wracam do swojego pokoju i widzę przyjaciółkę siedzącą przy moim komputerze.
- Wypad on niego. - Rzucam w nią poduszką.
- Od kogo? Nialla czy laptopa?
- Niall'a. - Mówię po cichu.
- Co tam marudzisz?
- Nic, nic. Ogarniaj dalej go na Facebook'u. - Zawsze to robi, gdy poznaję ją z jakimś kolesiem. - A tak w ogóle co mu powiedziałaś?
- Że dobrze całuje. - Mówi to do mnie bez żadnych zahamowań.
- Skąd ty wiesz, że się całowałam z nim?
- Aaaa! Całowałaś się z nim! - Chcę iść do niej i palnąć w ten jej łeb, ale dostaję SMS. Masz durna szczęście.
Podnoszę torebkę z podłogi i wyrzucam jej zawartość na łóżko. Przecież tak jest łatwiej znaleźć cokolwiek.
Biorę telefon do ręki i odblokowuję. Na wyświetlaczu widnieje imię "Niall" otwieram dziwnie szybko wiadomość. "Masz rację, świetnie całuję. N. xoxo"
 Idę do okna i widzę go, stojącego przy samochodzie z papierosem między palcami.
Śmieje się. On. Ze mnie. Super. Kiwam przecząco głową, ale mam uśmiech na ustach. Biorę telefon do ręki i odpisuję
"Mam. Nie pal tych fajek. Dobranoc. D. xoxo"  Rzucam telefon na łóżko i podchodzę do Jess i zabieram jej laptopa.
- Obejrzyjmy coś. - Siadam na łóżku i włączam " If I stay".

__________

Cześć Wam. Bardzo dziękuję, że komentujecie i, że ktoś to w ogóle czyta :)
Tak jak zwykle pisze komentarze :)
Macie już ferie czy dopiero zaczniecie? :D

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 7

- Liam, mógłbyś zawieźć mnie do domu? - Odwracam wzrok od Niall'a i jego jego koleżanki. - Proszę.
- Dobrze, chodź. - Wskazuje głową samochód, który stoi kilka metrów dalej. Kiedy strasznie trzęsą  mi się nogi. Tak niestety mam, kiedy się denerwuję. Ogarnij się Delilah - rozbrzmiewa głos w mojej głowie. - Na jakiej ulicy mieszkasz? - Pyta, kiedy wsiadamy do samochodu. Mówię mu swój adres, który chłopak wpisuje w nawigację i wyjeżdżamy z parkingu. Wpatruję się w ludzi za oknem. W kieszeni czuję wibracje swojego telefonu, nawet nie wyciągając wiem kto dzwoni. A z resztą nie obchodzi mnie, to jego życie. Za oknem jest już ciemno, marzę tylko, by położyć się w ciepłym łóżku i iść spać.
- On nie zawsze taki był. - Słyszę, kiedy Liam parkuje pod moim domem.
- Miło z twojej strony, że chcesz bronić przyjaciela, ale mnie to nie obchodzi i jak go spotkasz powiedz mu, że nie chcę go widzieć. - Łapię za klamkę, bo chcę już wychodzić, ale czuję na swoim ramieniu dłoń chłopaka. - Co?
- Ale między nami ok? - kiwam głową na tak, przecież on mi nic nie zrobił. - To super. Może daj mi swój numer telefonu co? Może dam ci znać jak Horan zmądrzeje.
- Może wtedy to nie, ale w innej sprawie spoko. - Dyktuję mu cyferki i wychodzę z auta. Macham mu jeszcze i idę do drzwi. Dzwonię dzwonkiem kilka razy, ale nikt mi nie otwiera. Pewnie mama gdzieś wyszła i jak zwykle zapomniała mnie poinformować. Wyciągam klucze z kieszeni i otwieram zamek. Kiedy wchodzę do domu czuję cudowny zapach lasagne. Dzięki mamo. Wyciągam telefon, żeby zadzwonić do mamy, gdzie ona jest, a na mojej buzi maluje się zdziwienie. Tą osobą, która dzwoniła nie był Niall tylko moja mama. Wciskam klawisz oddzwoń i siadam na schodku schodów. Po chwili odzywa się głos mojej rodzicielki po drugiej stronie.
- Cześć skarbie, czemu nie odebrałaś?
- Nie słyszałam. - Kłamię, bo przecież nie powiem jej nic. - Gdzie jesteś?
- Musiałam przyjechać do pracy, podpisać dokumenty. Masz obiad w piekarniku.
- Dobrze, o której będziesz? - Wstaję i idę do kuchni, bo jak najszybciej chcę się znaleźć w kuchni, jestem strasznie głodna.
- Za godzinę, muszę jeszcze pogadać z kilkoma osobami co to twojego nagrania. Aaa i jeszcze twój tekst zostanie wykorzystany, 3 nasze gwiazdki się o niego kłócą, ale ostateczny głos należy do ciebie, córciu. - Otwieram piec i wyciągam naczynie z potrawą.
- To świetnie. - Nie udaję zaskoczonej, bo już byłam w takiej sytuacji. Najwyżej którejś osobie napiszę inną piosenkę, jak tak bardzo będzie chciała. - Kończę, bo moje kiszki marsza grają.
- Dobrze, ale ostatnie pytanie. Jak było z Niall'em? - W jej głosie można usłyszeć odrobinę ekscytacji.
- Wspaniale. - Po części nie kłamię, bez jednego epizodu byłoby super.
- To się cieszę, Patty go cudownie wychowała. - Mruczę ciche "yhy" pod nosem i kończę rozmowę.
Zajmuję się w końcu jedzeniem. Zawsze uwielbiałam jeść i nigdy nie odmawiam. Byle nie z rana, to jest najgorsze. Mam cichą nadzieję, że będę mogła zjeść spokojnie, ale to się nie wydarza. Słyszę dzwonek do drzwi. Może to Jess przyszła - myślę. Często przychodzi bez zapowiedzi. Otwieram drzwi, ale za nimi stoi inna osoba.
- Nie za późno na odwiedziny? - Trzymam kurczowo drzwi, chcę to szybko zakończyć, nie mam ochoty na kłótnie.
- Oj Delilah. Wpuścisz mnie? - Nic nie mówię, nawet nie przesuwam się. Mam nadzieję, że to zrozumie.
- Czemu poszłaś? - Oh Niall, jaki ty jesteś głupiutki. - Jeśli chodzi o ta dziewczynę to ja nawet jej nie znam. Widziałem ją może ze dwa razy w klubie. - Postanawiam wyjść na zewnątrz. Łatwiej będzie tak, niż przez drzwi. Zamykam je i opieram się o nie.
- Po co się  tłumaczysz? - Mówię spokojnie. Prawdę mówiąc nie bardzo mnie to obchodzi. On jest tylko kolegą. - To twoje życie, baw się kim chcesz, ale nie mną, okej? - Jego pięści się zaciskają. Pewnie go tym rozwścieczyłam, ale trudno.
- Ale ja nie chcę się tobą bawić. Na serio cię polubiłem. - Twój problem.
- Jak się kogoś lubi, to mówi mu się to i owo, prawda? - Marszczy brwi. - Jak mam rozumieć zdanie Liam'a "on nie zawsze taki był"? - Chłopak zbiera się, żeby coś powiedzieć, ale ostatecznie nic nie wychodzi z jego ust. - No właśnie. - Odwracam się i otwieram drzwi. Czuję rękę Niall;a na moim ramieniu, ale rzucam krótkie "zostaw mnie" i zamykam za sobą drzwi.
             
                                                                             ***

(następny dzień, popołudnie)

- Delilah, gdzie ty dziecko jesteś? - Głos mojej mamy, nie jest słodziutki, słychać, że jest wkurzona.
- Już zamykam samochód. Koleżanka się spóźniła do pracy. - Kończę rozmowę i wrzucam telefon, razem z kluczykami do torebki.
Wpadam jak burza do recepcji wytwórni SICO MUSIC.
- Delilah Carter. - Podaję swoje nazwisko, za co dostaję plakietkę, dzięki której będę mogła swobodnie po budynku i idę do windy. Na 6 piętrze szukam pokoju numer 619, gdzie widzę swoją mamę i ekipę.
- No dziecko, Olly Murs już dawno skończył, powinnaś zacząć od razu po nim.
- To nie przeze mnie. - Rzucam torebkę i kurtkę na kanapę.
- Dobra, właź. - Wchodzę do pomieszczenia i zakładam słuchawki na uszy.
Tekst mojej piosenki już leży na pulpicie.
- Włączcie mi jeszcze raz samą muzykę, proszę. - Mówię, bo nie pamiętam szczerze mówiąc do końca melodii. W głośnikach rozbrzmiewa muzyka, która skomponowałam  z kilkoma innymi osobami 3 tygodnie temu.
Strasznie mi się ona podoba. Kiedy kończy się robię sobie krótką rozśpiewkę, którą nauczyła mnie moja nauczycielka śpiewu, kiedy miałam jakieś 6 lat. Tak długo będę ją robić jak tylko będę mogła.
Kiedy kończę daję znać mężczyźnie, który siedzi za szybą, że jestem już gotowa. W moich słuchawkach słyszę już tylko muzykę. Zaczynam śpiewać piosenkę, której próby robiłam już setki razy, ale nigdy nie byłam gotowa, żeby ją nagrać. Ale kiedy masz już załatwione w studiu miejsce nie ma odwrotu, bo mama-prezes cię udusi.

You’re the light, you’re the night                                                  

You’re the colour of my blood
You’re the cure, you’re the pain
You’re the only thing I want to touch
Never knew that it could mean so much, so much
You’re the fear, I don’t care
Cause I’ve never been so high
Follow me, through the dark
Let me take you past our satellites 
You can see the world you brought to life, to life
(Jesteś światłem, jesteś nocą
Jesteś kolorem mojej krwi
Jesteś lekiem, jesteś bólem
Jesteś jedyną rzeczą, której chcę dotykać
Nigdy nie wiedziałam, że to może oznaczać tak wiele, tak wiele
Jesteś strachem, mnie to nie obchodzi,
bo ja nigdy nie byłam tak wysoko.
Idź za mną w ciemność,
Pozwól mi zabrać cię do przeszłości naszego połączenia się
Możesz zobaczyć świat, który powołałeś do życia, do życia.)So love me like you do
La-la-love my like you do
Love me like like you do
La-la-love me like you do
Touch me like you do
Ta-ta-touch me like you do
What are you waiting for?

(Więc kochaj mnie jak potrafisz, kochaj mnie jak potrafisz
Kochaj mnie tak jak potrafisz, kochaj mnie tak jak potrafisz
Dotknij mnie, jak to robisz, dotknij mnie, jak to robisz...)
Fading in, fading out
On the edge of paradise
Every inch, of your skin
Is a holy grail I’ve got to find
Only you can set my heart on fire, on fire
I’ll let you set the pace
Cause I’m not thinking straight
My heads spinning around 
I can’t see clear no more
(Blaknięcie, wygaszanie
Na skraju raju
Każdy centymetr twojej skóry jest Świętym Graalem którego muszę odnaleźć
Tylko Ty sprawiasz że moje serce płonie, płonie
Pozwolę Ci ustalić tempo
bo nie myślę prosto (jasno)
Moja głowa kręci się dookoła, nie widzę jasno, nigdy więcej
Na co czekasz?)
What are you waiting for?
Love me like you do
La-la-love my like you do
Love me like like you do
La-la-love me like you do
Touch me like you do
Ta-ta-touch me like you do
What are you waiting for?

(Kochaj mnie jak potrafisz, kochaj mnie jak potrafisz
Kochaj mnie tak jak potrafisz, kochaj mnie tak jak potrafisz
Dotknij mnie, jak to robisz, dotknij mnie, jak to robisz
Na co czekasz?)
Po 5 godzinach nagrań, wreszcie wychodzę z wytwórni. Mimo, że jest to przyjemne, jest też strasznie męczące.
- Jedziesz od razu do domu? - Pytam mamy, szukając kluczyków, ona z resztą też szuka swoich.
- Nie, zrobię jeszcze jakieś małe zakupy. Będę za jakieś 1,5 godziny. - Otwieram drzwi do samochodu, ale moja mama mnie zatrzymuje. - Swoją drogą jaką piosenkę dasz na podanie na uczelnię w Nowym Jorku? Tutaj w Londynie już znają twoje możliwości.. - Tak, tak moja mama nie przyjmuje do informacji, że chcę studiować w Londynie, jej zadaniem się tutaj zmarnuję.
- Zobaczę jeszcze, z tego co wiem mam jeszcze 4 miesiące na zdecydowanie się. Pa. - Wsiadam do samochodu i wpatruje się w płytkę, którą przed chwilą dostałam. Postanawiam ją włączyć. Po chwili w głośnikach słyszę SWOJĄ piosenkę. Jest to niesamowite uczucie. Podśpiewuję sobie ją. Kiedy utwór się kończy dostaję SMSa "Spotkajmy się jutro w kawiarni koło domu mojej mamy, proszę. N. xx"

__________

Dziękuję za komentarze :)
Piosenka wykorzystana w rozdziale to Ellie Goulding - Love me like you do

wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 6

- Niall, czemu mnie dzisiaj zaprosiłeś? - Pytam, kiedy ten szuka coś w szafce i uderza głową o nią. Musiało boleć. Ledwo powstrzymuję się, by nie wybuchnąć śmiechem. Chłopak staje przede mną i pociera dłonią obolałe miejsce na głowie.
- Bo mam dzisiaj urodziny i chciałem miło spędzić ten dzień. - Mówi, a ja prawie spadam z krzesła.
- Co? Wszystkiego najlepszego! - Wstaję i przytulam się do chłopaka. - Czemu nie powiedziałeś wcześniej? Tak głupio mi teraz. - Odchodzę kawałek i opieram się o blat z założonymi rękoma.
- A co? Miałem od rana ci krzyczeć "mam urodziny?' Głupio bym mi było, wiesz? - Lekko się podśmiewam.
- Pocałowałeś mnie po kilku dniach znajomości. Gdzie tu jest logika? - Wzrusza ramionami. - No właśnie. Jakbym ci kupiła prezent obraził byś się? - Zadaję takie dziwne pytanie, ponieważ z Patric'kiem i Jes nie lubiliśmy robić sobie prezentów.
- Tak. Wystarczy, że jesteś tu. - Z powrotem zabiera się do przygotowywania dania. Głupio mi tu tak stać, więc próbuję mu pomóc, ale on odsyła mnie na moje miejsce. Z drugiej strony dziwnie się czuję jak mówi, że wystarczy, że tu jestem. Nie jestem jego dziewczyną. A może on jest jakimś psychopatą? Ostatnio oglądałam film, gdzie chłopak chciał zamordować swoją dziewczynę. Ale ty jesteś durna Delilah - karcę się w myślach - przecież Niall jest normalnym chłopakiem. Słyszę dzwonek swojego telefonu, więc wstaję i idę do "przedpokoju" by wyciągnąć go z kieszeni mojej kurtki.
- Słucham?
- Cześć Mała. - Słyszę po drugiej stronie głos swojego taty.
- Hej, co u ciebie? - Siadam na podłodze, bo nie chce mi się stać.
- Wszystko w porządku, jestem w Niemczech, będę za 2 dni w domu. Co u was? - Zaczynam się bawić sznurówką moich butów, które stoją niedaleko.
- Wszystko w porządku. Mama grzecznie pracuje, ja też a w przerwach spotykam się z kolegą.
- Tym Niall'em tak? - Robię sama do siebie wielkie oczy.
- Tak, skąd wiesz... - chwilę jest cicho. - jednak, nie mów. Pewnie mama. - Słysze śmiech po drugiej stornie słuchawki.
- Tak i powiedz mu, że jeśli coś zrobi mojej córeczce to będzie miał ze mną do czynienia.
- Dobrze. - Śmieję się.
- Muszę kończyć, kocham cię, pa.
- Ja ciebie też. - Rozłączam się i wstaję z podłogi. Dopiero teraz zauważam, że siedziałam na kafelkach a jednak strasznie mi było ciepło t tyłek - ogrzewanie podłogowe- podpowiada mi mój mózg. Czy ja właśnie zastanawiałam się dlaczego było mi ciepło w tyłek? Z takim pytaniem wchodzę do kuchni i kładę telefon na blat.
- Gdzie byłaś? - Niall wyciąga talerze z szafki.
- Telefon mój dzwonił, nie słyszałeś? - Siadam na krześle i czekam na posiłek.
- Musiałem się zamyślić. - Nakłada kurczaka i warzywa na talerze i kładzie jeden mi przed nosem.  - Mam nadzieję, że będzie smakować. - Podaje mi widelec a ja zaczynam jeść.
- Boże, to jest pyszne. Gdzie ty się tak nauczyłeś gotować? - Pytam i próbuję się ogarnąć, żeby nie pożreć tego w całości w minutę.
- Nasza gosposia mnie uczyła, jak miałem gdzieś 15 lat. Często miałem szlaban, więc musiałem coś wymyślić na nudę. - Wzrusza ramionami. Jakie to irytujące. Nic nie odpowiadam i dalej jem. Kiedy kończę chcę umyć po sobie naczynie, ale chłopak mnie wyprzedza.
- Poradzę sobie, a ty idź do salonu. - Nie sprzeczam się. Biorę telefon i siadam na wielkiej kanapie w salonie. Słyszę odkręcaną wodę w kranie. Nie mając za bardzo co robić wyciągam telefon i sprawdzam Facebook'a. Kilka powiadomień o zaczepkach, które osobiście strasznie mnie wkurzają i wiadomości. Nie zwracam na nie uwagi, bo jak się rozpiszę to nie będzie miłe wobec Niall'a. Chowam telefon do kieszeni spodni i widzę jak chłopak siada koło mnie.
- Co teraz będziemy robić? - Patrzę na zegarek, na którym widnieje godzina 3:49.
- Mówiłeś, że grasz w zespole, na czym? - Siadam po turecku, pewnie zaraz zdrętwieją mi nogi, ale nie dbam o to.
- Na gitarze. - Uśmiecham się. - Chcesz, żebym ci coś zagrał? - Energicznie potakuję głową a chłopak kieruje się, jak przypuszczam do jakiegoś pokoju po gitarę. Nie mylę się. Zaraz wychodzi z instrumentem w ręku. Siada obok mnie i zaczyna grać:

I got a heart

And I got a soul
Believe me, I will use them both

We made a start
Be it a false one, I know
Baby, I don’t want to feel alone

(
Mam serce 
I mam duszę,
Uwierz mi, będę używał ich obu.

Stworzyliśmy początek,
Był jednym z tych fałszywych, wiem.
Kochanie, nie chcę czuć się samotny.)
So kiss me where I lay down
My hands pressed to your cheeks
A long way from the playground

(
Więc, pocałuj mnie tam, gdzie się położyłem, z dłońmi przyciśniętymi do twoich policzków,
Daleko od placu zabaw.)I have loved you since we were 18
Long before we both thought the same thing
To be loved and to be in love
And all I could do is say that these arms were made for holding you, ohohoh woah
I wanna love like you made me feel
When we were 18

(
Pokochałem Cię, od kiedy byliśmy osiemnastolatkami.
Długo, zanim oboje pomyśleliśmy to samo,
Być kochanym, być zakochanym,
Wszystko, co mogę zrobić, to powiedzieć, że te ramiona Zostały stworzone do trzymania cię.
Chcę kochać, tak jak sprawiłaś, że się czułem
Gdy mieliśmy 18 lat)
We took a chance
God knows we tried
Yet all along I knew we’d be fine

(
Zaryzykowaliśmy.
Bóg wie, że próbowaliśmy.
Cały czas, wiedziałem, że będzie z nami dobrze.)
So pour me a drink, oh love
Let’s split the night wide open
And we’ll see everything we can
Living love in slow motion, motion, motion
(Więc nalej mi drinka, oh kochanie
Trzymajmy noc szeroko otwartą, a zobaczymy wszystko
Możemy żyć w miłości, w zwolnionym tempie, tempie, tempie)
So kiss me where I lay down
My hands pressed to your cheeks
A long way from the playground
(Więc, pocałuj mnie tam, gdzie się położyłem, z dłońmi przyciśniętymi do twoich policzków,
Daleko od placu zabaw)I have loved you since we were 18
Long before we both thought the same thing
To be loved and to be in love
And all I could do is say that these arms were made for holding you, ohohoh woah
And I wanna love like you made me feel
When we were 18

(
Pokochałem Cię, od kiedy byliśmy osiemnastolatkami.
Długo, zanim oboje pomyśleliśmy to samo,
Być kochanym, być zakochanym.
Wszystko, co mogę zrobić, to powiedzieć, że te ramiona zostały stworzone do trzymania cię.
Chcę kochać, tak jak sprawiłaś, że się czułem
Gdy mieliśmy 18 lat)When we were 18 (oh love)
When we were 18

(
Gdy mieliśmy 18 lat (Oh Kochanie)
Gdy mieliśmy 18 lat)
Kończy śpiewać a ja mam mega zdziwienie namalowane na twarzy. Nie spodziewałabym się, że on tak potrafi śpiewać.
- Aż tak źle było? - Pyta, kiedy ja wstaję, żeby rozprostować nogę, która mi zdrętwiała.
- Było świetnie.
- Cieszę się, jednak normalnie śpiewam z chłopakami. - Siadam z powrotem na swoje miejsce. Czuję jakby mrówki chodziły po mojej nodze.
- Mogę. - Pytam, wskazując na gitarę.
- A umiesz grać? - Posyłam mu uśmiech.
- Przekonaj się. - Łapię gitarę i to teraz ja zaczynam grać.
piosenka (wyobraź sobie, że śpiewa to dziewczyna)

Kończe grać i Niall zaczyna klaskać. Zaczynam się śmiać.
- Dzięki, dzięki. - Odkładam gitarę, opierając ją o kant kanapy.
- Nie mówiłaś, że potrafisz śpiewać i grać na gitarze. - Siada tak, że  patrzy mi prosto w oczy.
- Umiem jeszcze grać na pianinie, pisze piosenki... - Mówiąc to wyliczam na palcach, żeby dodać temu większej dramaturgi.
- Na serio? - Kiwam głową.
- Myślałam, że coś zajarzysz, kiedy powiedziałam ci o Art University, wtedy w kawiarni.
- Musiało mi wypaść z głowy. - Nieważne.  - A czy ta piosenka co ją przed chwilą śpiewałaś jest twoja?
- Tak. - Zerkam na zegarek i jest już 5. Ten czas strasznie szybko leci. - Ja będę się zbierać Niall. - Mówi i wstaję.
- Nie, zostań, proszę. - Łapie mnie za rękę i pociąga tak, że z powrotem siedzę na swoim miejscu, tylko bardziej bliżej chłopaka. - Miałem nadzieję, że chciałabyś ze mną pójść do Bungolow 6, gramy dzisiaj z chłopakami. - Przybliża się bardziej, czuję jego cudowne perfumy.
- Mam jutro pracę, muszę się przygotować, nie czas na takie szaleństwa. - Uśmiecham się z lekkim zażenowaniem.
- Proszę. - Łapie mnie za rękę. - Masz zimne dłonie. - Naprawdę mam. - Zimno ci?
- Nie. - Chwilę się zastanawiam i mówię: - Dobrze, ale nie będę tam długo siedziała. - Chłopak na te słowa całuje mnie w policzek.
- Przepraszam, zapędziłem się. - Puszczam jego rękę i wstaje.
- To było miłe. - Posyłam mu najszczerszy uśmiech jaki kiedykolwiek zrobiłam. - Kiedy idziemy? - Chłopak spogląda na swoją lewą rękę, na której ma zegarek i mówi:
- W sumie to już możemy, zaczynamy grac o 7, ale wcześniej musimy być. - Chłopak wstaje i idziemy do przedpokoju, gdzie się ubieramy.

***

- Delilah, to jest Zayn, Harry, Liam i Louis. - Niall przedstawia mi swoich przystojnych przyjaciół.
- Hej. - Mówi chłopak z kręconymi włosami i przytula mnie na powitanie. - Miła do przytulania jest. - Mówi, kiedy odwraca się do chłopaków.
- Co? - Mówię przez śmiech. - W takim razie otworze budkę z napisem "free hugs"  - Zaczynają się ze mnie śmiać.
- Nie, tylko do nas możesz. - Mówi z tego co zapamiętałam Louis. - Potakuję głową.
- My idziemy się przygotować a ty możesz usiąść tam. - Wskazuje stolik pod ścianą. - Tam zawsze siedzimy, zamów sobie coś na mój koszt. - Karcę go wzrokiem.
- Ja też mam pieniądze, zapomniałeś? Nie musisz za wszystko mi płacić. - Mówię na odchodnym. Podchodzę do baru. Przez chwilę patrze jak cała piątka rozpakowuje się na scenie.
- Co byś chciała ślicznotko? - Pyta mnie barman, gdzieś w moim wieku, może rok starszy.
- Nie jesteśmy na ty, więc nie nazywaj mnie tak. - Kładę 10 funtów na stole - sok pomarańczowy. - Dzisiaj nie piję. Jutro trzeba wstać.
- Nie bulwersuj się tak, już się robi. - Chwilę czekam na napój i biorę go od tego gogusia. - Weź sobie resztę. - Może mózg sobie kupisz - dokańczam do siebie w myślach. Idę do stolika, który pokazał mi Niall i siadam. Biorę łyk soku i patrzę co robią chłopacy. Co chwila któryś macha do mnie, więc ze śmiechem im odmachuję. Ludzie powoli zaczynają się schodzić, nic dziwnego. Za pół godziny zaczynają. Nagle zauważam znajomą twarz, która kieruje się w moją stronę.
- Delilah? - Mówi mężczyzna. Przez chwilę zastanawiam się kto to jest, ale nie zajmuje mi to dużo czasu.
- Dzień dobry panie White. - No przecież to ojciec Patric'a. Nie widziałam go trochę czasu. Zapuścił brodę.
- Co ty tu robisz dziecko? - Pyta i siada koło mnie.
- Przyszłam z kolega. - Pokazuję palcem, chociaż wiem, że to nie ładnie na Niall'a.
- A tak. Bardzo utalentowani są. Grają u mnie od 3 lat. Mają świetne piosenki.
- Wiem. - Ojciec mojego przyjaciela nic więcej nie odpowiada, bo ktoś woła go z korytarza, gdzie zapewne są pokoje właściciela.
- Przepraszam, baw się dobrze. - Patrzę jak odchodzi. Nie dziwię się matce Patric'a, że go zostawiła, nie ma czasu przez chwilę pogadać a co dopiero mieć czas dla rodziny.

***

- Cześć Londyn! - Krzyczy Zayn, kiedy wchodzą na scenę. W klubie zrobił się niezły tłok. Chce dobrze widzieć moich kolegów, więc staję z założonymi rękoma przy filarze. Zaczynają grać
piosenka 1 piosenka 2 piosenka 3 Przy 3 piosence zamykam oczy i wsłuchuję się w ich cudowne głosy.
Strasznie mi się podobają ich piosenki. Czasem widzę, że Niall patrzy na mnie i się uśmiecha. Miło mi się robi. Czuję się, jak w jakimś pieprzonym filmie. Chłopaki kończą po godzinie i wychodzimy na tyły klubu. Jest już ciemno.
- Podobało ci się - Pyta Liam.
- Bardzo - odpowiadam i opieram się o samochód Niall'a. Kiedy ja rozmawiam z Liam'em reszta chłopaków pali w znacznej odległości od nas.
- Niall mówił, że też potrafisz śpiewać i to bardzo dobrze.
- Kłamał. - Odpycham się od samochodu i stoję prosto. Nagle czuję ręce oplatające mnie w talii.
- Nie kłamałem. - Niall znowu pachnie papierosami i perfumami. Nigdy chyba nie przyzwyczaję się do tego zapachu. Wzruszam ramionami a chłopak pojawia się koło mnie. Zaraz dołącza się do nas reszta. Chwilę o czymś gadają a ja tylko słucham, bo nie mam pojęcia o czym rozmawiają. Nie jestem w temacie. Nagle drzwi od klubu otwierają się i wychodzi z nich upindlowana lalusia na szpileczkach.
- Nialluś! - Krzyczy, rzucając mu się na szyje i zaczyna całować. Kiedy to wiedzę chce mi się krzyczeć i płakać jednocześnie. Za szybko się przywiązujesz Delilah.



Jeśli przeczytałaś zostaw komentarz :)

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 5

Niall kupuje bilety i wchodzimy na teren wesołego miasteczka. Jest tu wszystko od zwykłej wspinaczki górskiej po wielki rollercoaster. Nie ma tłumu, jak to bywa zawsze, ponieważ jest prawie środek tygodnia, do tego południe. Dzieci są w szkole a dorośli w pracy, jednak są wyjątki.
- To gdzie chcesz iść najpierw? - Pyta, chowając nasze bilety do kieszeni.
- Tam. - Wskazuję na wielki diabelski młyn.
- OK.- Uśmiecha się i prowadzi mnie w stronę kolejki. Mam wrażenie, że zebrali się tu wszyscy.
Chwilę czekamy na swoją kolej i wsiadamy z jakąś parą do "wagonika". Lekko się uśmiecham do dziewczyny, która siedzi przede mną i słyszę szept Niall'a:
- Miałem malutką nadzieję, że będziemy sami. - Patrzę na niego i się śmieję. - No co? - Mam ochotę mu powiedzieć "a co? chciałeś mnie przelecieć?" ale hamuję się. Będę miła. Skąd u mnie w ogóle wziął się taki tekst?
- Nic. - Wzruszam ramionami i czuję jak jego dłoń łapie moją. Chce ją zabrać, ale on mocniej ją łapie. Przewracam oczami i czuję jak koło rusza.
Obracam głowę i widzę, że wcale nie jesteśmy daleko od Londynu. Ale chyba Niall nie chciał, żebym sprawdzała jak daleko jesteśmy, tylko żebym miło z nim spędzała czas.
 Uśmiecham się sama do siebie i czuję jak chłopak jeździ swoim kciukiem po mojej dłoni. Kiedy ukradkiem oka widzę, jak para siedząca na przeciw się całuje, czuję się dziwnie.
- Ja to bym robił delikatniej. - Mówi mój towarzysz tak, że tylko ja słyszę. Patrzę na parę. Rzeczywiście, wygląda to ohydnie, bo on chyba jej cały język wpycha do buzi.
 Robię obrzydzoną minę na co Niall wybucha śmiechem. Para odskakuje od siebie jak by się poparzyli. Mój kolega chce to skomentować, ale w porę zatykam mu buzię.
- Cicho. - Zdejmuję dłoń z jego twarzy i w tym samym momencie zatrzymujemy się. Jesteśmy już na dole.
Szybko to zleciało, nawet nie zdążyłam się nacieszyć jak pięcioletnie dziecko.
Wychodzimy i schodzimy z podestu. Chcę już iść alejką zobaczyć jakie są następne atrakcje, ale chłopak mnie zatrzymuje.
- Mogę cię przeprosić na chwilę? - Pyta a na jego twarzy widzę zażenowanie.
- Pewnie. - Siadam na krawężniku i patrzę jak odchodzi na pewną odległość. Przez chwilę zastanawiam się co robi, ale kiedy wyciąga zapalniczkę i papierosa wiem już wszystko. Z jednej strony dobrze, że odszedł, bo nie znoszę jak ktoś pali przy mnie, ale z drugiej strony jakby przy mnie to wyciągnął to bym mu powiedziała, żeby w ogóle nie palił. Tak umarła moja ciocia, z którą byłam bardzo blisko. Chodziłyśmy razem na zakupy, lody, pomagała mi w pracach domowych, gdy matki nie było w domu. Uśmiecham się sama do siebie. Kiedy tak zatapiam się w swoim świecie, wspominając jak to spędzałam z nią wolny czas czuję dłoń na swoim ramieniu.
- Idziemy? - Unoszę głowę do góry i widzę Niall'a.
- Tak. - Wstaję i chowam ręce do kieszeni. Nie robię tego specjalnie, żeby zrobić mu na złość, po prostu daję je tam. - Wiesz, że z tym można skończyć? - Nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła tematu.
- Z czym, z fajkami? - Kiwam głową, kiedy podchodzimy do stanowiska z watą cukrową. - Chciałem rzucić, ale nigdy nie miałem motywacji. - Mówi i pokazuje do sprzedawcy, że chcemy dwie.
- To ją znajdź. - Nic więcej nie mówię, tylko biorę od mężczyzny watę. Chłopak też. Siadamy na krawężniku, bo nie ma miejsca przy stolikach.
- Może się kiedyś znajdzie. - Nie odpowiadam mu tylko delektuję się słodką watą. Próbuję sobie przypomnieć kiedy ja ją ostatnio jadłam, albo gdzieś wyszłam dalej niż do pracy lub do Jes. Nagle przypomina mi się, że miał mi trochę o sobie poopowiadać.
 Mam zapłon. Całuje się z nim a nic tak naprawdę o nim nie wiem.
- Niall? Miałeś mi powiedzieć coś o sobie, jesteś mi to dłużny. - Biorę kawałek waty do buzi i czekam na to, co powie.
- Hmm.. - Wzdycha. - Aktualnie nie studiuję, mam zespół z 4 przyjaciół, zapoznam cię z nimi.- Uśmiecha się. - Gramy w klubie Bungolow 6. - Czy ojciec Patric'a nie jest właścicielem tego klubu? - Byłaś tam?
- Nie. - Mimo, że Patric'a ojciec jest właścicielem nigdy tam nie chodziliśmy. Mój przyjaciel nigdy nie chciał zobaczyć swojego ojca nawet przez przypadek.
- Nie wiesz ile tracisz. - Lekko trąca mnie ramieniem. - Mam starszego brata Greg'a. Nie widziałaś go u mnie w domu, bo mieszka ze swoją żoną. A reszty pewnie dowiesz się w swoim czasie. - To ostatnie zdanie trochę mnie zaniepokoiło. Niall wstaje i wyciąga rękę ku mnie, żebym też wstała. Tak robię, idziemy w stronę rollercoaster'a.
- Musimy tam iść? - Zatrzymuję się w połowie drogi. - A jak stamtąd wypadnę? - Zaczynam panikować.
- Przecież pięciolatki chcą wszystkiego spróbować. - Staje za mną i lekko popycha mnie do kolejki, która składa się z góra 10 osób. Mam lekkiego stracha, bo to już na filmach wygląda okropnie, ale stoję grzecznie. Wchodzimy na platformę i wszyscy siadamy. Mężczyzna, który to obsługuje zapina nam pasy i ruszamy. Nie pamiętam nic z tej "przejażdżki" oprócz tego, że strasznie krzyczałam. Ledwo schodzę z siedzenia a już ląduję na trawie, bo tak mi się kręci w głowie. Zaczynam się śmiać sama z siebie, tak że az zaczyna bolec mnie brzuch. Nad swoją głową widzę też roześmianą buzię Niall'a.
- Wstawaj Mała. - Podaje mi rękę i wstaję. - Idziemy stąd coś zjeść, OK? - Kiwam z entuzjazmem głową, bo jestem głodna. Dzisiaj nic nie jadłam, nie licząc waty. Przy samochodzie widzimy, parę z młynu. Zaczynamy się śmiać i szybko siadamy do samochodu.
- To nie było miłe. - Mówię, kiedy zapinam pasy. - Odpowiadam mi tylko cichy łaskot silnika.
- Gdzie jedziemy? - Pytam, kiedy widzę coraz więcej zabudowań.
- Do mnie. - Robię zdziwioną minę, przecież mieliśmy coś zjeść.
- Gotujesz? - Kiwa głową. Nie odzywam się, ale bez pozwolenia włączam radio. Leci aktualnie moja ulubiona piosenka . Zaczynam śpiewać nie zważając na to, że chłopak śmieje się ze mnie. Rzeczywiście zachowuję się dzisiaj jak dzieciak. Oj Delilah - śmieję się sama z siebie w duchu. Szybko dojeżdżamy do apartamentowca Niall'a. Chłopak wjeżdża do  wielkiego garażu, gdzie jest pełno samochodów. Nie dziwi mnie widok drogich samochodów. Sama mam BMW X6, ale często go nie używam. Kiedy  mogę wolę się przejść. Wychodzę z pojazdu i staję koło Niall'a.
- Co mi ugotujesz? - Mówię, trochę się drocząc.
- Mam nadzieję, że lubisz chińszczyznę. - Wciska guzik i drzwi do windy otwierają się.
- Bardzo. - Uśmiecham się na myśl o jedzeniu. Boże, co się ze mną dzieje? Stojąc w windzie słyszymy tylko strasznie drażniącą muzyczkę. Cieszę się, gdy drzwi się otwierają, za którymi widzę ochroniarza z piętra.
- Dzień dobry państwu. - Mówi na co posyłamy mu uśmiech i znikamy za drzwiami jego apartamentu. Rozbieramy się i bez słowa porozumienia kierujemy się do kuchni. Siadam na krześle i patrze co robi Niall.
Nie powiem, wygląda super biegając po kuchni. W życiu nie spodziewałabym się, że on będzie robił mi obiad.
- Niall, czemu mnie dzisiaj zaprosiłeś? - Pytam, kiedy ten szuka coś w szafce i uderza głową o nią. Musiało boleć. Ledwo powstrzymuję się od wybuchnięcia śmiechem. Chłopak staje przede mną.
- Bo mam dzisiaj urodziny i chciałem miło spędzić ten dzień. - Mówi a ja prawie spadam z krzesła.


_____________

Dziękuję bardzo za życzenia :)
Wam już życzę Szczęśliwego Nowego Roku :)
Proszę o komentarze, bo szczerze mówiąc jak się je widzi to aż gęba się cieszy xd

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 4

Wychodzę z mieszkania Niall'a i mijam szeroko uśmiechniętego ochroniarza.
- Dobranoc panno Carter.- Mówi, na co posyłam mu uśmiech i podchodzę do windy. Klikam na strzałkę w dół i zaraz drzwi się otwierają. Po niecałej minucie jestem już na dole.
Wychodzę z budynku i sprawdzam godzinę. Dopiero za 30 minut będzie ostatni autobus, jadący w moją stronę, więc chcąc skorzystać z tego, że już nie pada, siadam na ławce, którą wypatrzyłam niedaleko. Siadam i wyciągam telefon z torebki.
 Mam kilka SMSów od Jes i Patric'a. Odpisuję im i chcę już chować urządzenie, ale słyszę swój dzwonek. Na wyświetlaczu widnieje jakiś numer. Niepewnie odbieram.
- Słucham?
- To ja słucham, czemu nie jedziesz do domu tylko siedzisz na tej cholernej ławce pod budynkiem? - Słyszę głos Niall'a, który moim zdaniem jest trochę wkurzony.
- Bo mam autobus dopiero za jakieś 25 minut. Chwilę posiedzę i pójdę sobie. - Podnoszę głowę do góry i widzę w oknie na 5 piętrze. Macham mu energicznie.
- Czekaj, zaraz zejdę. - Nic już mu nie odpowiadam, bo się rozłącza. Po jakiś dwóch minutach widzę chłopaka idącego w moją stronę.
- Hej. - Mówię, jakbym nie rozmawiała z nim przed chwilą.
- Wiedziałem, że to będzie zły pomysł, chodź zawiozę cię. - Wyciąga rękę, ale ja jej nie łapię, tylko zakładam ręce na klatce piersiowej.
- Powiedziałam, że dam sobie radę. - Uśmiecham się głupio.
- Nie denerwuj mnie. - Zaśmiałam się w duchu. Ja mam go nie denerwować? Uniosłam jedną brew. - Mam cię zanieść do tego auta? - Wybucham śmiechem na jego słowa, ale szybko przekonuję się o prawdziwości jego słów. Przerzuca mnie sobie przez ramię i idzie w stronę miejsca, w którym wcześniej zostawił samochód.
- Zostaw mnie! Umiem sama chodzić! Niall! Bo się do ciebie nie odezwę już! - Uderzam go w plecy, ale on nic sobie z tego nie robi. Świetnie.
- Przynajmniej będziesz w domu. - Puszcza mnie jedną ręka i szuka czegoś w kieszeni, jak przypuszczam kluczyków. Po chwili je wyciąga i otwiera drzwi. Kładzie mnie na fotelu i zamyka drzwi.
- Właśnie załatwiłeś sobie to, że nie odezwę się do ciebie więcej. - Mówię, kiedy wsiada i odpala silnik.
- Przecież obydwoje wiemy, że i tak to nie będzie prawdą. - Uśmiecha się i łapie mnie za kolano po czym lekko szczypie i wyjeżdża z parkingu. Przez połowę drogi nie odzywam się do niego, nawet nie patrzę w jego stronę. Chciałam to dociągnąć do końca, ale zaczął mnie łaskotać, kiedy staliśmy na światłach.
- Przestań! Proszę! - Krzyczałam i dławiłam się ze śmiechu.
- To odzywaj się do mnie. - Zabrał swoje ręce i złapał kierownicę, bo zaświeciło się zielone światło.
- Proszę, mówię. - Pyszczę jak gówniara. On tylko patrzy na mnie karcąco i gasi silnik, bo jesteśmy już pod moim domem. Czuję się dziwnie. Równie dobrze mógłby zostawić mnie, żebym czekała na autobus. - Przepraszam. - Szepczę i wychodzę z auta, nie patrząc za siebie, co jest na prawdę trudne. Szukam kluczy w torebce, ale wyprzedza mnie moja mama, która otwiera mi drzwi od drugiej strony.
- Siedziałaś tu cały czas? - Pytam, ale nawet nie czekam na odpowiedz, tylko idę na górę do swojego pokoju. Rzucam torebkę na biurko i podchodzę do okna. Na ulicy nie ma już samochodu Niall'a.
Idę do łazienki i biorę szybki prysznic.
Po wyjściu nie jestem ani trochę zmęczona, więc biorąc pod uwagę to, że nie mam jutro zmiany wyciągam z szuflady zeszyt z tekstami i siadam przy biurku. Biorę długopis do ręki, ale nie potrafię napisać, żadnego słowa. Wciąż mam w głowie wydarzenia z przed niecałej godziny.
Z jednej strony jest miłym, przystojnym i inteligentnym chłopakiem (przynajmniej tak mi się wydaje). Jednak z drugiej strony zbyt szybko przywiązuję się do ludzi i co jeśli zaprzyjaźnię się z nim a później mu się znudzę? Przez takie głupie myśli trzymam się tylko dwójki przyjaciół.
Wstrząsam głową, chcąc wyrzucić dziwne myśli. Zamykam zeszyt i chowam go do szuflady, wiedząc, że nic nie wymyślę. Czasem tak po prostu jest.
Blokada. Czasem trwa jeden dzień a czasem potrafi trzymać tydzień. Gaszę światło i kładę się do łóżka, chcąc by był już następny dzień.

***

Rano budzą mnie głośne rozmowy. Dziwię się, bo mój tata ma wrócić dopiero za 2 dni. Wstaję i szybko idę umyć zęby. Po porannej toalecie zakładam pierwszą lepszą bluzę i idę na dół.
- Mamo, z kim ty tak gad... - Zacinam, bo w życiu nie spodziewałabym się tego widoku. - Co ty tu robisz? - Pytam i patrzę się na mamę.
- Twoja mama mnie wpuściła, ale że jeszcze spałaś to pogadaliśmy sobie. - Mówi, a moja mama wychodzi jak gdyby nigdy nic.
- Ale po co tu przyszedłeś, Niall?
- Bo zabieram cię dzisiaj gdzieś. - Mówi a ja prycham.
- Ciekawe gdzie? - Opieram się o framugę kuchennych drzwi.
- Zobaczysz a teraz idź się ubrać, bo takiej nigdzie cie nie wezmę. - Obraca mnie w stronę schodów i lekko popycha.
- No już idę. - Marudzę i wbiegam po schodach na górę.
Sprawdzam jaka jest pogoda. Słonko świeci, ale jest już prawie środek września, więc postanawiam ubrać czarne rurki, flanelowa koszule i czarne converse'y. Lekko maluję rzęsy tuszem i związuję włosy w kucyka. W biegu znajduję telefon w torebce i zbiegam na dół.
- Jestem już. - Staję przed drzwiami i je otwieram.
- No teraz wyglądasz jak człowiek. - Mówi chłopak i wychodzi na chodnik przed domem.
- Dzięki. - Otwiera mi drzwi i wsiadam do samochodu. - To gdzie jedziemy? - Pytam, gdy odpala silnik.
- Zobaczysz. - Odpowiada a ja ni z tego ni z owego czuję zapach jego perfum.
- A skąd wiedziałeś, że mam dzisiaj wolne? - Nasuwa mi się tysiące pytań.
- Jak ci już mówiłem mam swoje sposoby. - Mruga do mnie i zajmuje się tym co się dzieje na drodze. Przewracam oczami i wpatruję się w migający obraz za oknem.
Nie jedziemy do centrum, przeciwnie, wyjeżdżamy z miasta. Pozostaje mi tylko czekać, aż przyjedziemy na miejsce. Włączam radio, nie pytając o to czy mogę, ale lecą wiadomości, więc szybko to wyłączam.
- Daleko jeszcze? - Pytam jak mała dziewczynka.
- Zaraz będziemy, spokojnie. - Uśmiecha się szeroko i wskazuje na wielkie wesołe miasteczko.
- Czy ja mam 5 lat? - Niall parkuje i wychodzimy.
- Nie, ale dzisiaj będziemy się bawić jakbyśmy mieli po 5 lat. - Łapie mnie za rękę i prowadzi do kasy.


___________

Jeśli przeczytałaś zostaw komentarz :)

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 3

Jest popołudnie. Wchodzę do niedużej kawiarenki, w której pracuję i od razu czuję ten cudowny zapach świeżo palonej kawy.  Uśmiecham się do koleżanki, która stoi za ladą i czeka aż ją zmienię. Kieruję się na zaplecze, żeby założyć fartuch z logo firmy. Szukam telefonu w torebce, co zajmuje mi trochę czasu. Kiedy wreszcie udaje mi się znaleźć urządzenie, chowam je do kieszeni i wychodzę z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi.
- Teraz moja kolej. - Mówię do dziewczyny, która wbija cyferki na kasie.
- To ja spadam. - Na tym kończy się moja rozmowa z nią. Tak na prawdę nigdy nie rozmawiałam z nią dużo. Wiem tylko jak się nazywa i co chce studiować. To nie jest wiele. Przyklejam uśmiech na twarz i obsługuję następnego klienta w kolejce.
- Mała, czarna, bez cukru, poproszę. - Mówi miło wyglądająca kobieta.
- 3funty. - Podaje mi wyliczone pieniądze, które wrzucam do kasy i zajmuję się zamówieniem. Kiedy podchodzę do expresu do kawy widzę, że Sarah jeszcze nie wyszła z pracy.
- Co się stało? - Pytam lejąc kawę do filiżanki.
- Był tu jakiś chłopak i pytał o ciebie.
- Co to był za chłopak? - Pytam, ale ona wzrusza tylko ramionami.
- Nie wiem, dobra muszę lecieć, bo się spóźnię na autobus, pa.
- Pa. - Mówię, gdy już jest za daleko by mnie usłyszeć. Kończę lać kawę i podaję pani naczynie z napojem. Obsługuję jeszcze kilka osób i siadam na krześle, które stoi za ladą. Przez chwilę patrze na przechodniów za szklaną szybą i zauważam, że zaczyna padać. Mimo tego nikt nie ucieka. Przecież wszyscy jesteśmy tu przyzwyczajeni do takiej pogody. Wyciągam swojego Iphone'a i wystukuję SMS'a do Jes. "Czemu nie pracujesz tu razem ze mną? Co?"
 Kładę telefon na półkę i idę posprzątać ze stolików. Kiedy wracam, wiedzę, że dostałam wiadomość. "Wywalili mnie. Pamiętasz? XD" Na samom wspomnienie śmieję się. Tak, wywalili ją, bo dodała na serio nieznośnej babie soli do kawy i troszeczkę pieprzu do ciasta. Należało jej się, ale przez to Jes musiała znaleźć sobie inną pracę. A czy wspominałam, że mamy świrniętą szefową? Nie?
Nic jej nie odpisuję, tylko chowam telefon do kieszeni. Uśmiech wkrada mi się na twarz, kiedy widzę znaną mi twarz, która właśnie weszła do kawiarni i zajęła miejsce przy oknie. Od razu wiem co zamówi, więc kładę kawałek szarlotki na talerzyk i herbatę.
- Witaj Edwardzie. - Mówię i siadam naprzeciw starszego pana, po czym przysuwam jedzenie do niego.
- Witam Delilah. Dziękuję. - Posyła mi ciepły uśmiech.
- Jak się czujesz? - Edward przychodzi tu odkąd zaczęłam tu pracować. Dogadujemy się.
Opowiedział mi wiele o swoim życiu. O swojej żonie, która zaginęła 7 lat temu i do dzisiaj nie wiadomo co się z nią dzieje, o tym, że jego syn służy w armii. Opowiedział mi o swojej wnuczce, która skończyła 10 lat. Kiedyś z nią przyszedł. Śliczna, miła dziewczynka z piegami na całej buzi z rudymi włosami. Jak o niej myślę to jej zazdroszczę, ponieważ bardzo ładne są rude kobiety.
- Ból kolana mi doskwiera, ale jest znośny. - Sięga po widelczyk i zaczyna jeść ciasto, które mu przyniosłam. - A co u ciebie?
- Nic specjalnego, cały weekend odpoczywałam.
- I zapewne byłaś na zakupach. - Popija herbatę.
- Tak. - Wychylam się i sprawdzam czy nikt nie czeka, by przyjąć jego zamówienie. Na moje szczęście nikogo nie ma przy ladzie.
- Aa! Przyniosłem ci książkę. - Zagląda do reklamówki, która leży obok niego. - Proszę. - Podaje mi przedmiot.
- Nie ma za co. Jak się podobała? - Sprawdzam tytuł, bo szczerze mówiąc nie pamiętam co mu pożyczałam.
- Nie spodziewałem się takiego zakończenia. Na początku współczułem Ashley, że jej narzeczony zaginął, ale z biegiem czasu znienawidziłem ją. - Zaczęłam się śmiać. Mówił to tak jakby chłopiec z przedszkola opowiadał o nowo poznanej koleżance.
- Przepraszam - Mówię widząc kolejnego klienta. Odchodzę od Edwarda i zajmuję się zamówieniem. Kiedy kończę przy stoliku siedzi jakaś inna osoba a talerzyk i kubek starszego mężczyzny stoją 3 metry ode mnie na ladzie. Książka też. Przyzwyczaiłam się to tego, że wychodzi nic nie mówiąc.
Do końca dnia obsługuję jeszcze góra 10 klientów i zamykam kawiarnię. Pada a ja żałuję, że wcześniej wolałam się przejść. Przeklinam cicho pod nosem i nakładam kaptur, jednak kiedy się obracam wpadam na kogoś. Osoba ta łapie mnie w talii.
- Miłe powitanie, myślę, że też się z tym zgodzisz. - Podnoszę trochę materiał z głowy i widzę uśmiechniętą buzię Niall'a. Mogę poczuć cudowny zapach perfum i papierosów. Nie powiem, podoba mi się to połączenie.
- Cześć. - Uśmiecham się, ale zabieram jego ręce z bioder.
- Byłem wcześniej. - Mówi a ja mam przed oczami Sarah mówiącą, że ktoś o mnie pytał.
- Wiem, ale skąd wiesz gdzie pracuję? - Kieruję się w stronę przystanku, ale zostaję zatrzymana.
- Chodź podwiozę cię. - Idę za nim do Land Rover'a.
- To odpowiesz mi? - Pytam, kiedy otwiera mi drzwi do samochodu.
- Mam swoje sposoby. - Puszcza do mnie oczko, na co ja przewracam oczami. Siadam grzecznie na siedzeniu i zapinam pasy. Torebkę kładę na kolanach. Kiedy Niall jest w środku znowu czuje znowu ten zapach, ale teraz mocniej. Obydwoje siedzimy patrząc w przednią szybę.
- Będziemy tu tak siedzieć? - Pytam zdezorientowana.
- Będziemy, jeśli nie powiesz mi swojego adresu. - Na te słowa wzdycham i podaję mu adres, jednak on nadal nie jedzie.
- Co teraz? - Pytam, sprawdzając godzinę, ponieważ obiecałam mamie, że spędzę ten wieczór z nią.
- Obejrzymy film? - Pyta teraz on.
- No jakaś wolna chwila znajdzie się w tym tygodniu. - Odpowiadam po chwili zastanowienia. Kiedy zaczyna się śmiać nie wiem o co mu chodzi.
 - Nie chodzi mi o następne dni, raczej wolałbym teraz. - Krzywię się trochę, ale po zastanowieniu zgadzam się.

***

- Mamo, jestem! - Krzyczę od progu.
- To dobrze córeczko! - Krzyczy z kuchni. My nie ściągając butów wchodzimy do pomieszczenia, w którym jest. - To najpierw zjemy a później obejrzymy Top Model! - Mówi podekscytowana i odwraca się do nas. - O Niall, zjesz z nami?
- Nie dziękuję proszę pani, ale mam pytanie.
- Znowu. - Szepczę cicho, tylko chłopak to słyszy.
- Mogę wziąć Delilah do siebie. Chcielibyśmy obejrzeć film razem, trochę pogadać. - Mama zgadza się bez zastanowienia mówiąc tylko, że jestem już pełnoletnia.
- Coś ty jej zrobił? Inni chłopacy to musieli błagać, żeby mnie puściła. - Mówię siadając na fotel pasażera.
- Urok osobisty - Puszcza mi oczko na co wybucham śmiechem.
Do jego domu docieramy po jakiś 15 minutach. W brew pozorom nie mieszka daleko.
- Czy to jest twoje nowe mieszkanie? - Pytam, kiedy kierujemy się do windy.
- Tak, wczoraj się wprowadziłem. W sumie to był jedyny powód dlaczego do ciebie wczoraj nie zadzwoniłem. - Naciska 5 na klawiaturze i drzwi się zamykają. Stoimy w ciszy. Słychać tylko tą irytującą muzyczkę w tle. Nagle drzwi się otwierają i wychodzimy do holl'u. W recepcji siedzi kobieta i rozmawia jak zauważyłam z ochroniarzem.
- Witam panie Horan. - Mężczyzna się wita.
- Witam.
- A kim jest ta śliczna panienka? - Pyta wskazując na mnie.
- To jest Delilah Carter, moja przyjaciółka. Proszę ją wpuszczać kiedy tylko będzie chciała. - Ledwo się znamy a już przyjaciółka, fajnie. Ochroniarz daje znać, że zrozumiał a my odchodzimy. Niall otwiera drzwi i daje mi wejść pierwszej. Ściągam buty i dopiero wtedy mogę przypatrzeć mieszkaniu. Za duże jest jak na mieszkanie, raczej to apartament. Zajeżdża tu kasą. Wszystko jest perfekcyjnie dopasowane.
- Robimy popcorn? - Pyta i nie czekając na moją odpowiedz idzie jak przypuszczam do kuchni. Idę za nim. Wyciąga opakowanie z popcornem i kładzie do mikrofalówki. Siadam na stołku.
- Myślałam, że będziesz miał maszyne do prażenia popcorn'u. - Droczę się.
- Jest w planach. - Odpowiada poważnie i sięga po miskę.
- No nie no, Niall.. Serio? - Marudzę.
- Żartuję, po co mi to? - Mikrofalówka daje znać, że nasze jedzenie jest gotowe. Wyciąga paczkę i wsypuje zawartość do miski.
- Chodź. -  Wstaję za nim i idziemy do salonu. - Co oglądamy? - Pyta i włącza TV.
- Jakiś horror? - Odpowiadam pytaniem na pytanie i siadam na kanapie.
- A nie będziesz się bać? - Pyta jakby nie dowierzał.
- Nie. - Mówię dumnie.
- To oglądamy "Sinister" i zobaczymy co powiesz. - Na jego buzi widnieje wredny uśmieszek, ale ja tylko wzruszam ramionami. Włącza film i siada koło mnie.

***

- Dobra weź to wyłącz. - Zasłaniam rękoma twarz.
- Jesteś pewna? - Śmieje się.
- Tak! Niall, proszę!
- No OK - wstaje i wyłącza.
- Dziękuję. Która godzina? - Pytam sama siebie i patrzę na zegar wiszący na ścianie. Dochodzi 23. - Późno już, złapię taksówkę.
- Nie, zawiozę cię. - Chłopak wstaje za mną i łapie kurtkę.
- Nie, dzięki. - Ubieram się, ale on nie daje za wygraną. - Dam sobie radę. Jestem już duża. - Uśmiecham się kiedy odwiesza kurtkę.  Czuję cały czas jego wzrok na sobie, kiedy jestem już ubrana.
- Czemu się tak na mnie patrzysz?
- Bo jesteś piękna a ja lubię patrzeć na piękne rzeczy. - Pochyla się i składa delikatny pocałunek na moich ustach po czym wychodzę z palącymi policzkami.



______________________

Przepraszam bardzo, że tak długo nie było rozdziału.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdział 2

Rano budzi mnie głośny śmiech mojej mamy. Nie wiedząc co się z nią dzieje, szybko wstaję z łóżka na proste nogi i wybiegam z pokoju. Kieruję się do jej sypialni, ale jej tam nie ma. Zamykam drzwi i słyszę jakieś głosy na dole schodów. Idę tam. Widzę moją mamę z tatą, który najwidoczniej właśnie wrócił z pracy.
- Czy nie mogłaś trochę ciszej? Przywitałabym się jakbym wstała. - Podchodzę do ojca i go przytulam.
- Cześć Mała. - Posyła mi uśmiech i udaje się z mamą do kuchni. Od kiedy tylko pamiętam mówi na mnie "Mała". Mogę mu mówić, żeby tak mnie nie nazywał, ale i tak wygrywa. Z dobrym humorem wracam do swojego pokoju. Wybieram ubrania na dzisiaj i jak zwykle nie mam co ubrać. No, bo przecież jestem zwykłą dziewczyną. Stoję przed szafą dobre 15 minut i wyciągam czarne rurki i zieloną, flanelową koszulę. Z tym zestawem udaję się do łazienki, gdzie odbywam poranną toaletę i ubieram się. Nakładam lekki makijaż. Wychodzę z pomieszczenia i rzucam się na łóżko. Przypomina mi się wczorajsze spotkanie z Niall'em. Uśmiecham się sama do siebie. Coś ciągnie mnie do tego, żeby sprawdziła mój telefon. Niestety, oprócz godziny nie widnieje tam żadne powiadomienie.Myślę, co dzisiaj robić. W końcu jest niedziela, czeka mnie całe następne 5 dni pracy. Upewniając się, że jest odpowiednia godzina tj. 10.38 dzwonię do swojej przyjaciółki. Odbiera po kilku sygnałach.
- No czego mnie budzisz?! - Słyszę niezadowolony głos Jes.
- Przecież jest już prawie 11. - Zaczynam się śmiać. - Idziemy dzisiaj na zakupy. Co ty na to? - Pytam i w tym czasie daję ją na głośnik. Wstaję i biorę z toaletki mój ulubiony, czarny lakier.
- No dobrze, ale daj mi trochę czasu. - Słyszę jak mruczy coś pod nosem i dokańcza - Będę u ciebie za godzinę, pa Kochana. - Rozłącza się a ja właśnie zaczynam malować paznokcie. Jak zwykle lewa ręka wyszła cudownie, druga nieco gorzej. Po upływie czasu schodzę z butami w ręku do przedpokoju. Kładę obuwie na podłogę i idę do kuchni. Trzeba coś zjeść. Wybieram jogurt i siadam przy stole. Nie ma tu śladu po rodzicach, nawet ich nie słychać. Nie bardzo mnie obchodzi co robią, bo są dorośli. Borę jakąś gazetę, bo przyciąga mnie nagłówek na pierwszej stronie "TU RODZĄ SIĘ TALENTY" a pod tym zdjęcie jakiegoś klubu. Nie znam go, nigdy tam nie byłam. Dokańczam jogurt i wyrzucam opakowanie.
Idę do przedpokoju, zakładam buty i krzyczę:
- Wychodzę z Jes! - Słyszę ciche "OK". Czyli są w domu. W tej samej chwili rozlega się pukanie do drzwi. Otwieram i nie stoi tam nikt inny jak Jessie. Biorę kluczyki do mojego samochodu i wychodzimy.
- Czemu się wczoraj rozłączyłaś? - Słysze, kiedy zapinam pasy.
- Bo Niall... - Nie daje mi dokończyć, bo zaczyna piszczeć.
- Ooo, moja Del wyrwała chłopaka. - Pstryka mnie w nos na co ja trącam jej rękę.
- Nie wyrwałam. Poznałam go na tym bankiecie. Fajnie się z nim gadało, ale to tylko znajomy. - Kieruję się w stronę miasta. Oczywiście nie byłby to Londyn, gdyby nie korki. Stukam lekko palcami o kierownice.
- Taaak, ja już widzę, że to tylko znajomy. - Śmiesznie rusza brwiami na co staram się nie zacząć śmiać. - No serio. -  Robię pytającą minę. - Denerwujesz się, bo mówię, że wyrwałaś. Ostatni raz się tak zachowywałaś jak Nick z siłowni chciał cię zabrać do kina. - Świeci się zielone światło, więc ruszam. - no odpowiedz coś.
- To było dawno.
- Ale jednak. - Poprawia się by widzieć bardziej moją twarz. Robi to zwykle, kiedy chce wyciągnąć jakieś informacje. Zawsze pozna kiedy kłamię. - To opowiedz mi o nim. - Znowu stajemy w korku. To będzie długa trasa- mówię do siebie w myślach.
- Co chcesz wiedzieć?
- Wszystko. - To jest jej standardowa odpowiedz. - Opowiadam jej wszystko czego dowiedziałam się wczoraj o nim i o tym jak się zachowywał, nawet o tym, że pali papierosy.
- Papierosy to zły nałóg, ale jak już będziesz nim z nim chodzić to rzuci dla ciebie. - Nie jestem zdziwiona, kiedy słyszę te słowa. Wręcz przeciwnie, zachowuje spokój i jedyne co robię pokazuję przyjaciółce, żeby puknęła się w czoło i parkuję pod galerią.
- Wyłaź, Świrze. - Wychodzimy z auta i szybkim krokiem udajemy się do centrum.
 Jes, jak zwykle najpierw ciągnie mnie do H&M. Tam oddzielnie buszujemy między półkami. Znajduję jakieś jeansy i duży sweter, w sam raz na zbliżającą się jesień. Spotykamy się koło przymierzalni. Wybucham śmiechem, kiedy widzę Jessie'kę. Jest cała obładowana ciuchami.
- Mamy jeszcze całą galerię do obejścia a ty już pół sklepu wykupujesz? - Mówię, podając kobiecie przy kabinach ilość ubrań, które przymierzam.
- Cicho bądź, kieszonkowe dostałam. - Wystawia język i chowa się za zasłoną. Ja robię to samo co ona. Przymierzam ubrania, pasują jak ulał. Ubieram się w swoje ciuchy i kieruję się do kasy.
£21.99 proszę- Mówi kasjerka, na co podaję jej kartę i wpisuję kod. - Dziękuję, zapraszamy ponownie. - Uśmiecham się do kobiety, wychodzę na zewnątrz sklepu i siadam na ławce, by poczekać na przyjaciółkę. Trochę jej to zajmie -śmieję się w myślach i wyciągam telefon z kieszeni. Sprawdzając powiadomienia mam nadzieję, że dostałam chociaż SMSa od Niall'a. Prawdę mówiąc fajnie się mi z nim gadało. Jednak się przeliczam.
 Wchodzę jeszcze szybko na Instagram'a i oglądam zdjęcia. Szybko mi się to nudzi i chowam telefon.
- Idziemy? - Widzę moją przyjaciółkę z 2 torbami i kiwam głową. Chodzimy po sklepach jeszcze z dobre 3 godziny. To jest zadziwiające jak kobiety tyle mogą chodzić między półkami w poszukiwaniu czegoś co im się spodoba. Wracam do domu około godziny 17. Jestem zadowolona z moich zakupów.
 W kuchni czeka na mnie kartka z wiadomością od mamy "Pojechaliśmy do babci. Obiad masz w piekarniku" Znowu sama. Idę do łazienki i wrzucam nowe rzeczy do pralki, którą włączam. Chcę, żeby moje ubrania pachniały fiołkami a nie fabryką.
 Kieruję się do swojego pokoju i włączam laptopa. Po chwili zastanowienia puszczam sobie kolejny odcinek "Pamiętniki wampirów" i kładę się na łóżku. Sama nie wiem, kiedy zasypiam.
Budzi mnie mama mówiąca, żebym wstała, bo jest 21 a ja jestem nie wykąpana. Cóż za troska. Wyłączam laptopa, biorę majtki i koszulkę, i idę do łazienki.
Zmywam makijaż i napuszczam ciepłą wodę do wanny. Ciepła kąpiel  dobrze mi robi. Grzeje wiecznie zimne stopy. Po jakiś 30 minutach leniuchowania wychodzę z wanny i się ubieram w "piżamę".
 Gaszę światło i kładę się do łóżka. To będzie długi tydzień.